Artykuły, Ćwiczenia

Praca z Wewnętrznym Dzieckiem – część 2

Link do teoretycznej części artykułu: Praca z Wewnętrznym Dzieckiem – część 1

Część praktyczna 

Na samym początku przygody z rozwojem duchowym przeszłam przez wiele konfrontacji z moim zranionym, zalęknionym wewnętrznym dzieckiem. Działo się to jeszcze zanim zaczęłam medytować – z taką dawką nieuzdrowionych emocji ciężko było się w pełni skoncentrować i relaksować, już nie mówiąc o tym, że miałam o wiele słabszy kontakt ze swoim wnętrzem. Praca z wewnętrznym dzieckiem pomogła mi nawiązać ten kontakt, poukładać moją przestrzeń emocjonalną i miała ogromny wpływ na to, że mocno się uspokoiłam. W rezultacie nauczyłam się relaksować i panować nad sobą, nawet w ciężkich sytuacjach. Dziś emocje  z pewnością  nie targają mną już tak silnie jak kiedyś. Potrafię sobie z nimi sprawnie radzić, potrafię je obserwować i wyciągać wnioski, a także zastępować je przyjemnymi odczuciami.

Moim celem było świadome przeżycie stłumionych emocji na nowo, aby móc je poznać, zaakceptować w sobie i w końcu się od nich uwolnić. Wiele oczyszczałam w sesjach Regresingu  (niehipnotycznego, z zachowaniem pełnej świadomości), ale nie ze wszystkim byłam w stanie otworzyć się przy regreserze. Przy napływie fali negatywnych emocji łatwo poddawałam się wtedy oporom i tak zwanym „wywalankom”. Bardzo pomagały mi samotne sesje, w których to ja sama decydowałam ile czasu ze sobą spędzę. Łatwiej też było mi konfrontować się z trudnymi, bolesnymi, bądź wstydliwymi wydarzeniami z przeszłości. Pomoc profesjonalisty, który wskaże nam nową perspektywę oraz samo wsparcie drugiej osoby jest oczywiście bardzo ważne i przydatne. Wiem jednak, że nie zawsze jest na to miejsce, chociażby ze względów finansowych. Zdarza się też, że nie mamy za wielu przyjaciół, którym moglibyśmy się zwierzyć, a relacje rodzinne są na tyle trudne, że nawet nie wyobrażamy sobie, by prosić kogokolwiek o pomoc. Dobrze jest więc uczyć się samodzielnej pracy. Dobrze jest poczuć, że Ty możesz być swoim wsparciem, przyjacielem i „terapeutą” w jednym. Dobrze jest czuć, że możesz na siebie liczyć. Dobrze jest pogłębiać świadomość siebie, swoich emocji i czerpać ze swojej własnej mądrości i mocy serca. To właśnie dzięki takiej pracy nawiązywałam i znacząco poszerzałam kontakt ze sobą, kroczek po kroczku.

Pierwszy krok – stwórz atmosferę wsparcia

Jeśli czujesz jakiś opór, bądź masz problem z wejściem w proces uzdrawiania, podejmij mniejsze kroki i zacznij od zwykłego przywitania. „Cześć, kim jesteś? Jak masz na imię? Opowiedz mi coś o sobie”. Jeśli Twoje wewnętrzne dziecko nadal się nie odzywa, możesz mu wytłumaczyć, że nie ma się czego bać, nie ma potrzeby, aby się wstydziło, a przy Tobie może się poczuć całkowicie bezpiecznie. Zachęć je do rozmowy, zaopiekuj się nim, tak abyś mógł w spokoju rozpocząć dialog ze sobą.  Nie obawiaj się – nikt inny Cię nie słucha i nie ocenia. To jest sprawa tylko między Tobą, a… Tobą. Możesz się czuć bezpiecznie i swobodnie.

Pamiętaj, że Twoje wewnętrzne dziecko często jest zranione i przestraszone – staraj się być dla niego wyrozumiały i delikatny. Zaopiekuj się nim i stwórz tak korzystne warunki, jak tylko tego potrzebujesz. Wymień zalety Twojego dziecka, powiedz jakie jest piękne, mądre, kochane, powiedz mu dokładnie to, czego potrzebuje (czego Ty potrzebujesz). Powiedz, że chcesz je poznać, bo wiesz jakie jest wspaniałe i wyjątkowe. Zapewnij mu poczucie, że Ci na nim zależy, że masz dla niego czas i że ten czas jest dla Ciebie ważny. Na moje wewnętrzne dziecko komplementy i miłe słowa działały bardzo zachęcająco. Moja mała Karolinka przychodziła do mnie w mojej wyobraźni i tuliła się do mnie, a ja z pełnią uczuć i wzruszenia przytulałam ją równie mocno. Towarzystwo dorosłej osoby, która jest dla małej Karolinki miła, przyjazna, kochana i wspierająca, to była osoba, którą bardzo chciała mieć w swoim życiu. Jako małe dziecko czułam się bardzo zagubiona i nieporadna, potrzebowałam więc kogoś, kto mnie zrozumie i pomoże odnaleźć się w tym świecie. Najpiękniejsze w takiej rozmowie jest to, że nawet jeśli czegoś w dzieciństwie nie doświadczyliśmy, ostatecznie nie jest to całkowicie stracone. W każdej chwili możesz wrócić do zranionej, bądź niezaspokojonej części siebie i dać jej to czego potrzebowała, czego nigdy nie dostała ani od siebie, ani od innych ludzi.

Zadawanie odpowiednich pytań

Dialog najłatwiej nawiązać i pogłębić poprzez zadawanie pytań i udzielanie szczerych, płynących z Twojego wnętrza odpowiedzi. Pytania są kluczowe w tego typu sesjach, bo nasze wewnętrzne dziecko nie zawsze potrafi się z nami dzielić wszystkim wprost, czasem nawet coś ukrywa i trzeba je delikatnie pociągnąć za język. Nie przejmuj się, że nie potrafisz zadać odpowiednich pytań. Nie obarczaj się myślą, że Ty ich nie znasz i nie wiesz jak je zadać. Pamiętaj, że sesja opiera się na CZUCIU SIEBIE. Ty czujesz wszystkie te emocje i uczucia. To Ty dobrze wiesz czego potrzebujesz, wiesz jakie pytanie zadać, by uzyskać uwalniającą odpowiedź. Jeśli czujesz smutek, zapytaj siebie – „dlaczego Ci smutno? Co się stało? Jak mogę Ci pomóc?”. Dokładnie tak, jakbyś rozmawiał z przyjacielem bliskiemu swojemu sercu, któremu życzysz jak najlepiej. Pozwól poddać się swojej Intuicji i popłynąć razem ze swoimi odczuciami i potrzebami. Niech ta rozmowa przebiega naturalnie.

Kiedy byłam mała bardzo wstydziłam się ludzi, byłam bardzo nieśmiała, a świat wydawał się przerażający. Nawet jeśli ktoś okazywał mi miłość, ja w jakimś stopniu zamykałam się na nią. Czułam się nieswojo. Kiedy pierwszy raz nawiązywałam kontakt z wewnętrznym dzieckiem, bałam się wyjść i otworzyć. Coś mnie blokowało, nie przyjmowałam ciepła, które chciałam sobie dać. Ostatecznie stworzyłam sobie tak dobre warunki, że szybko się przełamałam. W odpowiedzi na lęki jakie poczułam w swoim wnętrzu, automatycznie przyszły mi do głowy pytania: – „czego się boisz Słoneczko?” , „dlaczego się boisz?”. Dziewczynka w końcu przemówiła. Opowiedziała własnymi słowami co ją gryzie i dlaczego się boi. Pamiętam jak rozpoczęła się wtedy cała lawina wspomnień dotyczących wydarzeń, podczas których zakodowały się różne moje lęki przed ludźmi. Ukazało się wiele pośrednich i bezpośrednich przyczyn lęków, z którymi po kolei się konfrontowałam. Zadziwiające było to, że wielu tych sytuacji normalnie już nie pamiętałam. Zaczęły przypominać się właśnie wtedy, gdy dałam sobie uwagę i skoncentrowałam się na sobie. Przelałam wiele łez, ale ostatecznie ulga po sesji była niesamowita, jakbym zrzuciła tonowy kamień z serca.

Moje wewnętrzne dziecko zachęciłam do współpracy tym, że dałam mu mnóstwo czułości, miłości i wsparcia. Nie trzeba być terapeutą, czy nie wiadomo kim, aby to robić. Tylko my wiemy najlepiej jakie mamy potrzeby w sobie i jak te potrzeby spełnić. I to jest piękne w takiej pracy. Pogłębiasz Twój kontakt ze sobą i z podświadomością, a jednocześnie uwalniasz się od ograniczających Cię wyobrażeń i mechanizmów – wszystko dzięki własnej miłości do siebie. To sprawia, że praca z innymi technikami rozwojowymi również stanie się dla Ciebie łatwiejsza i w rezultacie sięgniesz po więcej. Właśnie tak zaczęła się moja przygoda ze świadomym rozwojem i doskonaleniem siebie :).

Jak pracować w praktyce?

Poniżej przedstawię Wam kilka różnych sposobów na pracę z wewnętrznym dzieckiem. Tego typu ćwiczeń jest naprawdę wiele, jednak forma nie ma tutaj żadnego znaczenia. Ważne, by wybrać taką, którą czujesz, a ta na pewno będzie dla Ciebie najlepsza. Sesje, które opiszę mają posłużyć Wam jako ciekawa inspiracja do samodzielnej pracy, nie musicie odtwarzać ich dokładnie w ten sam sposób. Ja osobiście zawsze pracowałam intuicyjnie i w sumie właśnie na tym opierają się wszystkie te ćwiczenia. Każda sesja jaką prowadziłam ze sobą, różniła się od siebie. Dlatego nie bój się być spontaniczny, kreatywny i działać dokładnie tak, jak czujesz i tak jak potrzebujesz. Twoje uczucia i potrzeby na pewno pojawią się, jeśli tylko dasz sobie na to przestrzeń.

1. Praca ze skojarzeniami

Ten sposób sprawdza się w sytuacji, w której pilnie potrzebujemy oczyścić się z trudnych emocji. Najczęściej kiedy poczujemy się źle ze sobą, albo emocje zaczną nami rządzić. Częstotliwość moich spotkań z wewnętrznym dzieckiem z czasem malała, a wracałam do takich sesji właśnie wtedy, kiedy coś mnie mocno gryzło, a przy czym czułam, że ma to jakiś związek z moim dzieciństwem. Tego typu forma pracy jest moim zdaniem bardzo pomocna i efektowna. Chciałabym opisać ten sposób nieco szerzej na przykładzie, więc więcej szczegółów znajdziecie poniżej.

2. Praca z wyobraźnią – uwalniająca moc wyobraźni

Wyobraź sobie siebie jako dziecko. Rozmawiaj z nim. Pytaj o wszystko co je męczy i słuchaj co ma do powiedzenia, pozwól mu się w końcu wyrazić. Obserwuj. Otaczaj wsparciem i miłością. Zainteresuj się nim, okaż mu swoją uwagę, zapytaj jak się czuje, co go gryzie i czy możesz mu jakoś pomóc. By podświadomość sprawnie współpracowała z Tobą, musisz do siebie przekonać swoje wewnętrzne dziecko. Dokonasz tego tylko akceptacją, miłością i czułością. Możesz zacząć też od przeproszenia siebie za to, że wcześniej byłeś na nie obojętny.

Jeśli nigdy nie pracowałeś z wewnętrznym dzieckiem, ani nie zajmowałeś się żadnymi technikami rozwojowymi, zacznij od zastanowienia się nad tym, jakie było Twoje dzieciństwo. Czy chciałbyś w nim coś zmienić? Jeśli tak, to co? Spróbuj zobaczyć to, czego w nim brakowało, co Ci nie odpowiadało, co Cię bolało. Dostrzeż również te pozytywne aspekty swojego dzieciństwa i nie zapominaj o nich. Z drugiej strony staraj się go również nie idealizować, aby nie wpaść w pułapkę ucieczki od trudnych emocji.

Możesz wyobrazić sobie nie tylko siebie, ale i konkretne sytuacje i osoby, które Cię skrzywdziły. Przypomnij sobie co Cię spotkało, a potem zwizualizuj alternatywną scenę, w której te osoby przepraszają Cię za to, o co masz do nich żal. Wyobraź sobie jak Cię przytulają, albo wyjaśniają dlaczego nie potrafili zachować się inaczej. Sam możesz powiedzieć im w sesji wszystko to, czego wcześniej nie miałeś okazji, bądź odwagi wyrazić. Jeśli ma Ci to przynieść ulgę, jak najbardziej – zrób to. Wszystko wedle własnych potrzeb i odczuć. Pozwól sobie wrócić do wspomnień, by znaleźć przyczyny męczących Cię emocji i ponieść się uwalniającej mocy Twojej wyobraźni, dzięki której w końcu poczujesz to, czego od lat Ci brakowało.

3. Praca z przedmiotem – powrót do przeszłości

Pracujemy ze zdjęciem lub pamiątką z dzieciństwa. Przedmioty pobudzają naszą wyobraźnię, aktywują wspomnienia. Jeśli masz problem z odnalezieniem w sobie swojego wewnętrznego dziecka, taka forma może okazać się bardzo pomocna. Tutaj również możesz się przywitać i zwracać bezpośrednio do dziecka, które widzisz na zdjęciu. Pamiętaj jednak, aby w całym tym procesie czuć siebie i swoje emocje, nie odcinać się od własnego wnętrza. Dziecko na zdjęciu jest Tobą z przeszłości. Ty je czujesz i masz je w sobie, bo ono jest częścią Ciebie. Zdjęcie ma służyć do tego, aby łatwiej było Ci przypomnieć sobie swoje dzieciństwo, poczuć siebie jako dziecko. Nie ma zastępować Ci Twojego wewnętrznego dziecka i ważne jest, abyś nie traktował go jako odrębnego, oderwanego od siebie tworu. Nie przerzucamy uczuć na zdjęcie, kierujemy je do siebie. Zdjęcie jest naszą pomocą w odnalezieniu wspomnień, od których z jakiegoś powodu jesteśmy odcięci.

4. Praca z lustrem – otwórz się przed sobą 

Praca z lustrem jest dla mnie formą uczuciowego obnażenia się, ujawnienia przed samą sobą ze wszystkimi swoimi myślami, emocjami i odczuciami. Patrząc sobie prosto w oczy nigdy nie potrafiłam siebie tak po prostu okłamać, czy wmówić sobie, że nic mi nie jest. Stąd też w sytuacjach emocjonalnych nie lubiłam patrzeć drugiej osobie w oczy, bo wiedziałam, że jeśli w nie spojrzę, ujrzę coś, co zmusi mnie do refleksji. Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy i na pewno coś w tym jest.

Często zamykałam się w pokoju i w ciszy siadałam przed lustrem. Patrzyłam na siebie i przeprowadzałam rozmowę, rozpoczynając od wyznania wszystkiego co mnie gryzie i uwiera. Kiedy patrzyłam w swoje zapłakane oczy i twarz zmęczoną emocjami i cierpieniem, czułam, że to czemu się poddaję, wcale nie jest dla mnie dobre i że nie mam już ochoty dłużej się tak krzywdzić. Zadawałam sobie pomocnicze pytania o powody mojego przywiązania do tych emocji, pytałam dlaczego je trzymam i do czego są mi potrzebne. Odpowiedzi bywały zaskakujące. Przy niektórych uświadomieniach zdając sobie już sprawę z tego, co mną rządzi i dlaczego, decydowałam się wybrać inne podejście i inne nastawienie do sytuacji. Wszystko przychodziło do mnie w trakcie. Patrząc sobie w oczy i mając choć trochę miłości i zrozumienia dla siebie, po prostu nie byłam w stanie siebie skrzywdzić, oszukać, ani całkowicie się poddać. Jedynym warunkiem dobrej sesji przed lustrem jest tylko i wyłącznie szczerość i uczciwość w stosunku do siebie. Czy jesteś w stanie dać sobie choć odrobinę szczerości? Czyż nie zasługujesz na szacunek i uczciwość dla samego siebie?

5. Pisanie – nawiąż kontakt z podświadomością i nadświadomością

Jeśli masz opory przed powyższymi sposobami – wypisz się. Na mnie pisanie działało zawsze bardzo oczyszczająco. Pomagało mi uporządkować natłok myśli, jakie kłębiły się w mojej głowie. Podczas pisania wracałam do przeszłości, odczuwałam związane z tymi wydarzeniami emocje, które wylewałam z własnego wnętrza na papier. Tego typu techniki stosowałam już w dzieciństwie. Prowadziłam pamiętniki, w których opisywałam nie tylko te przyjemne, ale i trudne dla mnie sytuacje. Dzięki temu pogłębiałam swój kontakt ze sobą, zaspokajałam jakąś potrzebę bycia wysłuchaną. Choć nie byłam tego do końca świadoma, korzystałam z podpowiedzi mojej Intuicji, która niczym przyjaciel podpowiadała mi co w danej sytuacji powinnam zrobić. Znajdowałam też w tym wszystkim pocieszenie i uwagę. Pisząc, byłam przed sobą całkowicie szczera, zwierzałam się z rzeczy, których normalnie nikomu bym nie powiedziała, a przy których miałam potrzebę się wyrazić. Wtedy wydawało mi się, że to kartki pamiętnika mnie wysłuchiwały i dawały mi całe to wsparcie. Tak naprawdę, choć nie do końca świadomie, nawiązywałam kontakt ze swoją własną podświadomością. Wsparcie również dostawałam od siebie, od swojej nadświadomości, której również jak się okazało, dawałam dojść do głosu. Jestem z siebie dumna, że już jako dziecko wykonywałam kawał dobrej roboty zapewniając sobie pewnego rodzaju terapię właśnie poprzez  pisanie. Dziś zadbałam więc i o to, aby moja wewnętrzna dziewczynka została przeze mnie doceniona i wynagrodzona za swoją dojrzałość i podejście do siebie. To jest jedna z rzeczy, którą w sobie bardzo cenię – swoją dojrzałość i mądrość, którą przejawiałam jeszcze zanim trafiłam na rozwój duchowy. Ty również doceń to, co robiłeś dla siebie w przeszłości. Jeśli nie przypominasz sobie teraz nic takiego, może praca z wewnętrznym dzieckiem pomoże Ci dostrzec jak wiele wspaniałych rzeczy robiłeś jako dziecko i jak pozytywnie i korzystnie to na Ciebie wpływało?

  • Kartka z Pamiętnika

W ramach ćwiczenia możesz  opisać swój dzień z dzieciństwa, z perspektywy siebie jako dziecka. Przypomnij sobie jaki byłeś kreatywny, jak tworzyłeś, bawiłeś się, jakim wyzwaniom stawiałeś czoła. Przypomnij sobie w ilu sytuacjach sobie świetnie radziłeś, nawet jeśli dzisiaj masz z nimi problem. Przypomnij sobie jak stworzyłeś coś, z czego byłeś dumny jako dziecko. Przypomnij sobie beztroską zabawę i miłe chwile spędzone w domu i na dworze. Możesz być zaskoczony jak wiele dobrego możesz „wyciągnąć” ze swojego dzieciństwa. Jeśli pojawi się jakieś negatywne wspomnienie i emocja, również to opisz. Napisz jak się z tym czujesz, czego się boisz i dlaczego. Jeśli ktoś Cię skrzywdził napisz też co czujesz do tej osoby i za co masz do niej żal, jakie masz w stosunku do niej i siebie oczekiwania w związku z tym wydarzeniem. Pozwól wszystkim swoim odczuciom dojść do głosu. Wyrzuć na papier wszystko co Cię dręczy oraz wszystko to, czym chcesz się podzielić. Czasem samo „wypisanie” sprawia dużą ulgę, a już na pewno ułatwia poukładać wiele myśli. Nie obawiaj się wyciągać wniosków z tego co napisałeś, pozwól sobie przeanalizować pewne sprawy i zwrócić uwagę na mechanizmy przyczynowo – skutkowe.

  • List do Siebie

Jedną ze znanych technik jest pisanie listu do swojego wewnętrznego dziecka. Jeśli chcesz rozwiązać konkretną sytuację, jeśli chcesz poradzić sobie z trudną emocją, możesz opisać szczegółowo co się wtedy działo, jak się czułeś, czego się obawiałeś i co o sobie myślałeś. Potem z perspektywy dorosłego, albo po prostu poddając się intuicji, napisz słowa wsparcia do swojego wewnętrznego dziecka, w związku z całą tą przykrą sytuacją. Napisz wszystko to, czego potrzebowało usłyszeć, kiedy było w tej sytuacji, a czego nie czuło i nie dostało. Nie bój się zwracać do siebie tak jak do ukochanego dziecka, możesz używać pieszczotliwych form swojego imienia i innych określeń, które lubiłeś.

***

Poniżej znajdziecie opis pracy ze skojarzeniami z punktu pierwszego, na przykładzie sesji, którą kiedyś przeprowadziłam oraz schemat tego typu pracy w skrócie.

Sesja 1 – praca ze skojarzeniami/sesja spontaniczna:

Ta metoda sprawdza się w sytuacjach, które Cię denerwują, wywołują w Tobie lęk, smutek, złość, czy jakąkolwiek inną emocję. Czułam kiedyś bardzo silne zdenerwowanie, gdy partner, z którym aktualnie byłam w związku, denerwował się. Nie czułam zastraszenia, lęku, czy smutku – czułam niesamowite wkurzenie. Nerwowe reakcje partnera nie musiały w ogóle dotyczyć mnie – mógł on wkurzać się na kogoś, albo na coś – wystarczyło, że robił to przy mnie. Kiedy przeklinał, albo podnosił głos w specyficzny sposób, najczęściej wywoływało to we mnie nieprzyjemne emocje. W nerwach kazałam mu się zamknąć, również podnosząc głos. W odpowiedzi słyszałam zazwyczaj: „A skąd taka agresja? Przecież nie mówię tego do ciebie”. Sama nie rozumiałam o co mi chodzi. Na początku myślałam, że dzieje się to w imię zasady, mówiącej, że agresja prowokuje do agresji. Całą winę przerzucałam więc na partnera – jeśli on nie denerwowałby się, to przecież ja byłabym spokojna, a przynajmniej tak mi się wydawało. „On się denerwuje, to teraz ja muszę się denerwować”. „On mnie do tego sprowokował i przez to muszę mieć gorsze samopoczucie!” – tak właśnie myślałam, kiedy rządziły mną niezidentyfikowane emocje. Z tego powodu byłam na niego jeszcze bardziej wkurzona i jeszcze bardziej negatywnie nastawiona.

W teorii wiedziałam, że wcale nie muszę się denerwować i że reakcje partnera są przecież całkowicie niezależne od moich reakcji. Kiedy przyjrzałam się mojemu wewnętrznemu dziecku zrozumiałam, że przyczyna tkwi zupełnie gdzie indziej, a partner nie ma tutaj nic do rzeczy. Naciskał na moje czułe punkty, owszem, ale nie po to, by sprowokować we mnie agresję. Swoim zachowaniem wyciągał ze mnie reakcje, które warunkowane były nieuzdrowionymi emocjami.

Postanowiłam rozwiązać ten problem raz na zawsze i dotrzeć do tych emocji, aby je uzdrowić. Przy okazji kolejnej nerwowej sytuacji, miałam już dość, więc zatrzymałam się na chwilę. Poszłam do pokoju i zaczęłam obserwować siebie. Zadałam sobie w myślach pytanie – „z czym kojarzą mi się te konkretne emocje?”. Po chwili już dobrze wiedziałam co czuję i z czym to wszystko kojarzę. Były to kłótnie moich rodziców. Poszłam za tym skojarzeniem i weszłam w temat jeszcze głębiej.

Przypomniało mi się jak wielokrotnie ojciec będąc pijany, siedział w pokoju obok i wyzywał moją mamę. Był to pijacki bełkot – on po prostu siedział i przeklinał, czasem bezwiednie, a czasem agresywnie, wciąż rzucając obelgami w jej kierunku. Zawsze zastanawiało mnie, po co on to wszystko mówił, dlaczego traktował tak swoją własną żonę. Mama kiedyś wyjaśniła mi, że jego ojciec dokładnie tak samo odnosił się po pijaku do swojej żony, czyli mamy mojego ojca. Niezależnie jednak od przyczyn jego zachowania, wzorców i obciążeń z którymi rodzice się borykali, ja jako dziecko tego wszystkiego w ogóle nie rozumiałam. Z mojej perspektywy (dziecka) wyglądało to tak, że tata, którego kochałam, krzywdził moją mamę, którą również kochałam. Nie miałam ani świadomości, ani wiedzy na temat wzorców i wzajemnych prowokacji. Cała sytuacja była dla mnie bolesna, a przez to, że była niezrozumiała, sprawiała mi jeszcze więcej bólu i stanowiła problem – nie miałam pojęcia jak sobie w takiej sytuacji poradzić.

Byłam tylko ja, sama, ze swoimi emocjami, których nie rozumiałam, a które rozrywały mnie od środka. Kiedy ojciec atakował słownie moją mamę, krzyczał, denerwował się i robił awantury, miałam ochotę wstać i wygarnąć mu w twarz, co myślę o takim zachowaniu i wykrzyczeć, żeby w końcu się zamknął. Potrafił nawijać całymi nocami, a ja będąc w sąsiednim pokoju (bez drzwi) nie mogłam spać i wciskałam sobie nerwowo palce do uszu. Boże, jak ja pragnęłam, żeby on się w końcu zamknął! Będąc małą dziewczynką wiele razy wyobrażałam sobie jak na niego krzyczę, jak biję go po twarzy i wylewam na niego całą swoją skumulowaną frustrację. Byłam jednak dzieckiem. Byłam mała i bezbronna, nie mogłam tego zrobić. Bałam się. Mój ojciec był dorosły, silny i nie panował nad sobą. Choć nigdy mnie nie uderzył i sądzę, że nigdy fizycznie by mnie nie skrzywdził, nawet gdybym skierowała te emocje w jego kierunku, bałam się to zrobić i mimowolnie bałam się jego reakcji. Pamiętam, że czułam też poczucie szacunku do niego, że to mój ojciec i nie wolno mi na niego krzyczeć. Za każdym razem kiedy kotłowała się we mnie ta myśl, żeby coś zrobić, trafiałam na paraliżujący opór i po prostu nie potrafiłam powiedzieć ani słowa. Jednocześnie słysząc jak bardzo on sam nie ma szacunku do mojej mamy, którą tak bardzo kochałam, czułam że mam ochotę wylać na niego całą nienawiść, która we mnie narastała. Czułam jak bardzo go nienawidzę i często wyobrażałam sobie jak na niego krzyczę, a emocje rozrywały mnie od środka. Ściskałam wargi i pięści i… tłumiłam to wszystko sobie. Co innego mi wtedy pozostało?

Tłumiłam oczywiście do czasu – kiedy nadszedł mój pierwszy poważny związek. Wtedy  w końcu mogłam się wykrzyczeć i wyładować na swoim partnerze. Mogłam mówić mu żeby „zamknął ryj” kiedy się stawał agresywny i wyżywać się na nim emocjonalnie, kiedy tylko była okazja. Czy przynosiło mi to ulgę? Nie. Działałam z poziomu totalnej nieświadomości. Nieuzdrowione dziecko eksplodowało. Mimo, że zaczęłam te emocje wywalać, nie robiłam z nimi nic oprócz tego. A emocje trzeba dostrzec, zaakceptować, zrozumieć, zastąpić i pozwolić im odejść. Nie wolno ich ani tłumić, ani bezmyślnie wylewać, krzywdząc tym siebie i innych.

Kiedy spotkałam się z moim wewnętrznym dzieckiem i przypomniałam sobie te wszystkie trudne sytuacje, przeżyłam je na swój sposób na nowo. Rozpłakałam się niemiłosiernie z bezsilności, bólu, złości i żalu jaki wtedy czułam do mojego ojca. Dałam ogromne wsparcie mojej wewnętrznej Karolince, przytuliłam ją, uspokoiłam, wytłumaczyłam całą sytuację. Wyjaśniłam, że nie musi brać na siebie tak wielkich ciężarów, że może już odpuścić sobie te emocje, że już jest bezpieczna i wcale nie musi ich tłumić, ani przelewać na innych.

Kiedy największe emocje nieco opadły, łzy wylały się strumieniami i trochę się uspokoiłam – wyobraziłam sobie alternatywną sytuację dla tej, którą przeżyłam. Wyobraziłam sobie jak siedzę w swoim pokoju, jak zwykle coś sobie rysuję przy biurku, a z pokoju obok znów dobiega agresywny głos mojego ojca. Tym razem zamiast siedzieć w milczeniu i udawać, że mnie to nie rusza, decyduję się podjąć krok, którego nigdy będąc małym dzieckiem nie podjęłam. Pozwoliłam sobie, aby cała ta wizualizacja przebiegała zgodnie z moją Intuicją i uczuciami, pozwoliłam sobie poddać się moim uczuciom i prawdziwym potrzebom.

Wstaję, podchodzę do mojego ojca i zaczynam płakać. Mówię mu, żeby przestał krzyczeć i atakować moją mamę, bo mnie to bardzo boli. Powiedziałam mu, że jestem zła na niego, że to robi i że doprowadza do tego, że mam ochotę zrobić mu krzywdę. A ja nie mam ochoty go krzywdzić, bo przecież jest moim tatą i dlatego, że… bardzo go kocham.

W mojej podświadomości mogło wydarzyć się dosłownie wszystko. Pozwoliłam, aby cała wizualizacja potoczyła się zgodnie z moimi odczuciami – nastawiłam się, że zrobię w niej wszystko co poczuję, że CHCĘ zrobić, nawet jeśli miałabym okładać mojego ojca pięściami i obrzucać go przekleństwami. Przed sesją byłam wręcz pewna, że właśnie tak się ona potoczy.

Tymczasem moja wewnętrzna dziewczynka tak naprawdę nie chciała go krzywdzić. Chciała tylko, żeby przestał i żeby mnie kochał… żeby mi to okazał, zauważył, że jestem i przestał pić… Tylko na tym mi zależało… Łzy znów popłynęły ciurkiem po moich policzkach, ale to był już inny rodzaj łez. Czułam niesamowitą konfrontację, niesamowite oczyszczenie i zrozumienie dla całej tej sytuacji. Kontynuowałam dalej, zamknęłam oczy i wizualizowałam sobie wedle własnych odczuć reakcję mojego ojca. On spojrzał na mnie i nagle jego otępiały, nieprzytomny wzrok niesamowicie się wyostrzył. Patrzył na mnie, a jego oczy zalały się łzami. Przeprosił mnie, kucnął na kolanach i mocno przytulił. A potem wstał, przytulił i przeprosił moją mamę. W takiej wizualizacji nie miałam przecież pewności, czy w rzeczywistym świecie mój ojciec zachowałby się tak, czy inaczej – ale to nie miało znaczenia. Chodziło tylko o to, aby dać sobie to, czego się wtedy nie dostało.

I w tym konkretnym momencie sesji przypomniałam sobie, że właściwie on to już robił, w prawdziwym życiu. I choć nie wyglądało to tak pięknie jak w mojej wyobraźni, to on rzeczywiście przepraszał mnie za to że krzyczał, że wyzywał, że pił, że sobie nie radził. Ja to wyparłam, zapomniałam o tym. Mój żal do niego, smutek, nienawiść i poczucie niesprawiedliwości były dla mnie ważniejsze – przez co wydawały mi się silniejsze. Wtedy po raz pierwszy pojęłam w pełni, że mój ojciec, mimo problemów jakie miał, wcale nie był człowiekiem złym do szpiku kości, na którym trzeba się odgrywać. Jakaś jego część wcale nie chciała poddawać się tej destrukcji – nie chciała oddawać się alkoholizmowi i negatywnym emocjom. Ale inna część była bardzo pogubiona, chora, potrzebująca uzdrowienia. Ta część jego osobowości nie potrafiła sobie poradzić i zdominowała go całkowicie. To nie jest niczyja wina, nawet jego. Pozostało mi tylko się z tym pogodzić i po prostu wybaczyć mu – jego wybory i sobie – moją zaciętość w podtrzymywaniu tych zgubnych, stłumionych emocji.

To jest niesamowite, że w jednej takiej sesji można przerobić coś tak naprawdę ogromnego. Po tym wszystkim nie byłam już w stanie zachowywać się dokładnie tak jak wcześniej, przejść obok tak ważnych uświadomień, bez cienia refleksji. Przy kolejnych trudnych sytuacjach z partnerem, czy kłótniach, które oczywiście się zdarzały, zauważyłam, że reaguje już zupełnie inaczej. Jakby odpadła mi potrzeba przelewania tej wielkiej frustracji na innych, bo w zasadzie tej frustracji już w sobie nie czułam. Zniknęła, razem z wybaczeniem i zrozumieniem dla siebie, mojego ojca i moich emocji. Świadomość mechanizmu i źródła problemu u którego udało mi się wybaczyć ojcu sprawiło, że zaczęłam funkcjonować z innego poziomu.

Chcę, abyście byli świadomi, że nie obiecuję Wam cudów. Czasem tego typu zmiany zachodzą po dłuższej pracy ze sobą. Mogą wiązać się również z uzdrowieniem innych ważnych aspektów, niezwiązanych tylko z dzieciństwem oraz z oczyszczeniem Waszych intencji i stosunku do siebie w pierwszej kolejności. Wielkim zmianom może towarzyszyć proces mniejszych zmian, przy którym trzeba zachować cierpliwość i odczekać pewien czas, aż w końcu otworzymy się na tyle, by zrozumieć i odpuścić konkretne emocje w pełni. Innym razem takie uwolnienie może się okazać zaskakująco proste i przyjść bardzo szybko. Jeśli jesteś szczery ze sobą i podchodzisz do zmian z chęcią i otwartością, jest to bardzo prawdopodobne. Jednak niezależnie od wielkości, szybkości i siły efektów, na pewno zawsze warto próbować i pozwolić sobie w swoim własnym tempie otwierać się na uwolnienie. Każde, nawet najmniejsze uświadomienie może przynieść ogromną ulgę i komfort czucia, mimo problemów z jakimi jeszcze się zmagasz. A dzięki takiej pracy, z czasem będzie Ci tylko coraz łatwiej. Pamiętaj o tym 🙂

Schemat pracy ze skojarzeniami w skrócie:

Tutaj opiszę Wam tę metodę w krótkiej formie, aby łatwiej było ją zrozumieć i stosować:

1. Pojawia się negatywna emocja (emocjonalna, trudna sytuacja) –> jesteś w niej albo przypominasz ją sobie — > znajdź zaciszne miejsce na rozmowę ze sobą i pozwól sobie zatrzymać się na chwilę i skoncentrować na tej emocji. Spróbuj zachować uważność.

2. Skojarzenie – kiedy uda Ci się choć na chwilę przekierować swoją uwagę na siebie, pomyśl z jaką sytuacją z przeszłości kojarzy Ci się właśnie ta sytuacja, która wywołała w Tobie te emocje? Jeśli nie czujesz tego od razu, zadaj sobie kilka dodatkowych pytań pomocniczych. Kiedy ostatni raz poczułeś takie emocje? A może – z kim ta emocja Ci się kojarzy?

3. Kiedy już przypomnisz sobie co to była za sytuacja, przypomnij sobie też jak się wtedy czułeś. Zadaj sobie pomocnicze pytania – Co czujesz? Jak się z tym czujesz? Czego oczekujesz (od siebie, od drugiej osoby?). Co czujesz do siebie i do tej osoby w związku z całą tą sytuacją? Czego Ci brakuje w tej sytuacji? Dlaczego ta sytuacja Cię boli, co Ci w niej nie odpowiada?

4. Teraz wyobraź sobie alternatywną sytuację i zauważ ją z perspektywy dorosłego – poprowadź swoje wewnętrzne dziecko tak, aby odważyło się zrobić, wyrazić czy poprosić o coś, czego wtedy się obawiało. Niech wyrazi swoje potrzeby i poczuje jak to jest przeżyć taką sytuację na nowo, na zdrowych warunkach.

5. Daj mu w tym wsparcie, miłość – wszystko, czego nie dostało. Spraw, aby poczuło się bezpiecznie i komfortowo. Uspokój je i zapewnij, że nie jest samotne, nie musi sobie samo z tym radzić, bo ma Twoje wsparcie. Obdaruj je swoją uwagą, pomocną ręką, obecnością. Powiedz mu to, co zawsze chciałeś usłyszeć od Twoich rodziców, czy innych osób. Daj sobie WSZYSTKO to, czego potrzebujesz.

6. Zauważ i doceń wszystkie uczucia i uświadomienia, które udało Ci się wyciągnąć z tej konfrontacji. Czy to nowa perspektywa, wybaczenie, zrozumienie dla siebie i innych? Czy to wspaniałe uczucia jakie sobie dałeś i z którymi choć na chwilę poczułeś się lepiej? A może chęć zmiany, odpuszczenia trudnych emocji? Teraz już wiesz, że można inaczej, że w każdej chwili Twoja perspektywa może się zmienić, a braki zawsze można wypełnić. Doceń wszystko, czym się obdarowałeś w tej sesji i pozwól sobie, aby miało to pozytywny wpływ na Twoje samopoczucie, a może nawet życie.

Kolejna opisana sesja, to mix pracy z wyobraźnią, przedmiotami i skojarzeniami. Tak jak w przypadku poprzedniej sesji, wykonywałam ją już dawno temu, ale sporo z niej zapamiętałam, bo była dla mnie bardzo przełomowa i ciekawa. Postaram się opisać to, co z niej zapamiętałam, aby Was zainspirować. Sesja w temacie pieniędzy, zarabiania i braku w przestrzeni materialnej.

Sesja 2 – praca z wyobraźnią i przedmiotem/sesja przygotowana:

Usiadłam wygodnie na miękkich rozłożonych pierzynach i owinęłam się ciepłym, grubym kocem. Tak od razu podpowiedziała mi podświadomość. Choć normalnie siadam sobie na samej poduszce teraz moje wewnętrzne dziecko zapragnęło, abym zapewniła sobie ciepłe i przyjemne warunki. Od razu przyszło mi do głowy, że przez całe dzieciństwo mieszkałam w starej, zimnej kamienicy, w której paliliśmy w piecach kaflowych, by ogrzać mieszkanie. Niestety często było tam bardzo zimno i chodzenie po domu w grubych swetrach i spanie pod nieskończonymi warstwami kołder było czymś całkowicie normalnym. Nawet gdy siedziałam przy biurku i odrabiałam zadanie domowe, opatulałam się dodatkowo ciepłym kocem. Bywało, że w ręce było mi tak zimno, że nosiłam rękawiczki, a gdy bolało mnie gardło, zakładałam jeszcze szalik. Poczułam, że nałożenie na siebie koca daje mi w tym momencie pewne poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście w czasie sesji mieszkałam już w normalnych warunkach, w pokoju było ciepło, ale skoro moje wewnętrzne dziecko tego potrzebowało, nie zastanawiałam się dłużej. Wtuliłam się w koc i pojawiły się kolejne wspomnienia. Wtedy bardzo szybko weszłam w skrywane emocje, które jak się okazało – łączyły się z silnym poczuciem BRAKU.

Do sesji nie użyłam zdjęcia, bo go nie potrzebowałam. Bardzo łatwo przychodzi mi kontakt z moim wewnętrznym dzieckiem. Jednak Ty, jeśli tak będzie Ci łatwiej, możesz wspomóc się fotografią, pamiątką z dzieciństwa lub czymkolwiek, o co Twoje wewnętrzne dziecko Cię poprosi.

Łatwo się domyślić, że mieszkając w takich warunkach, przez całe dzieciństwo czułam ogromny brak, szczególnie w sferze materialnej. Odwiedzając koleżanki w ich domach, marzyłam o tym, aby również mieszkać w ładnym, zadbanym i przede wszystkim CIEPŁYM mieszkaniu, z normalnym ogrzewaniem. Pamiętam, że z piecami zawsze był jakiś problem, albo nie mieliśmy czym palić, albo gdy się napaliło, ciepły był tylko mój pokój, ale już w kuchni i łazience i tak można było zamarznąć. Do tego piec bardzo szybko tracił swoje ciepło i rano, szczególnie zimą, kiedy wstawało się do szkoły, wygramolenie się z ciepłego łóżka i poruszanie w zimnym mieszkaniu wiązało się dla mnie z ogromnym bólem.

Skupiłam się na emocjach, które sama poczułam, jeszcze przed sesją. Był to uwierający niedostatek i emocje związane z brakiem w materii. Przypomniało mi się moje dzieciństwo i poprosiłam moją wewnętrzną dziewczynkę, aby wyraziła swoje emocje i potrzeby w tym temacie, bo nigdy tego świadomie nie robiła. Poczułam w sobie silny bunt:

„Nigdy nie dostaję tego, czego chcę. Kiedy bardzo marzę o czymś materialnym, tego nie ma. Nie jest to w moim zasięgu. Inne dzieci mają, a ja nie mam. Czuję niesprawiedliwość, żal, smutek. Czuję brak i nie widzę wyjścia z niego”.

Spojrzałam na tą małą obrażoną Karolinkę, która tak bardzo chciała dostać to, czego nie dostawała. Chciałam wybrnąć z tej sytuacji, więc postanowiłam ugryźć temat z innej strony (nie ważne, jeśli moja podświadomość chciała na moment uciec przed poczuciem braku, pozwoliłam sobie pójść za odczuciami). Przypomniało mi się więc, że mimo niedogodności i przeciwności, zawsze jakoś sobie radziłam. Oczywiście chciałam mieć lepsze zabawki, chciałam żeby moich rodziców było stać na więcej. Tymczasem musiałam się cieszyć z tego co mam. I mimo smutku i żalu, jaki zachowałam w sobie, potrafiłam być wesołym dzieckiem. Bawić się i cieszyć starymi zabawkami. Kochałam wszystkie swoje pluszaki. Każdy miał swoje imię, o każdą zabawkę dbałam i do każdej byłam bardzo przywiązana. Wiele też rysowałam i tworzyłam. Wycinałam zdjęcia zabawek lub zwierząt z gazet, naklejałam je na tekturę i wycinałam. Doklejałam do tego podstawkę, tak aby zwierzak mógł stać. I tym sposobem moja lalka barbie miała pieska, choć płaskiego, ale zawsze ;). Pomysłów miałam ogrom, a moja kreatywność nie znała granic. Tworzyć można było własne ubranka dla lalek, własne akcesoria z plasteliny i swoje własne zabawki, ograniczała mnie tylko moja własna wyobraźnia.

Okej, fajnie było sobie to wszystko przypomnieć. Nic, tylko doceniać, jakim byłam zaradnym dzieckiem, mimo przeciwności… Ale brak nadal mnie uwierał. Poczułam, że nie do końca doceniam to, jak sobie wtedy radziłam. A nawet, że nie chcę tego czuć i pamiętać. „Czy ja zawsze muszę sobie ze wszystkim radzić?” – pomyślałam. Radziłam sobie, tak jak potrafiłam, a jednak czując pewien niezaspokojony brak w sobie, czułam, że to co robię i tak nie wystarcza. Choć czerpałam przyjemność z tworzenia, to jednak nadal tworzyłam na tym uwierającym poczuciu braku. Skoro uwierał, chciałam go tłumić w sobie, by nie sprawiał mi bólu. Dlatego to, czym starałam się zaspokajać brak, nigdy nie było dla mnie do końca wystarczające.

Postanowiłam więc nie uciekać i pozwolić sobie wyrazić ten brak, z perspektywy dziecka. By łatwiej mi było docenić to, w jaki sposób przetrwałam i pogodzić się z brakiem, którego nie potrafiłam do końca wypełnić. Od razu przyszło do mojej głowy kolejne wspomnienie. Moich rodziców nie zawsze było stać na każdą szkolną wycieczkę. Choć mama się starała, bywało, że musiałam zostać w domu, a to z kolei wiązało się z wielką rozpaczą, że nie mogę mieć tego, co inne dzieci. To oczywiście nie jest tak, że nie miałam absolutnie nic. Ale najczęściej musiałam godzić się z tym, że nie mogę mieć za wiele, za dobrze i że zawsze muszę się z czymś ograniczać. Podobnie było w dorosłym życiu. Było mnie stać na pewne rzeczy, ale wiedziałam, że na wiele nie mogę sobie pozwolić,  szczególnie kiedy chciałam kupić sobie coś droższego. Czułam blokadę, której nawet nie byłam świadoma. Czułam,  że mogę mieć jakieś pieniądze, ale tylko w minimalnym stopniu, tak by wystarczyło na przeżycie. Długi czas nie było mowy o wyjeździe na wakacje, czy kupno droższego sprzętu, np. tabletu graficznego na którym chciałam uczyć się grafiki.

Wiem, że moi rodzice zawsze starali się, aby niczego mi nie zabrakło. Ale niestety brakowało i wiem, że ciężko im było z tą świadomością. Przy tej sesji nie czułam już do nich żalu, za to że nie radzili sobie finansowo. Ale bardzo chciałam zrozumieć i uwolnić się od emocji jakie w temacie braku jeszcze we mnie pozostały. Przypomniała mi się więc kolejna scena, kiedy bawiłam się w moim pokoju, a rodzice rozmawiali z przejęciem o zaległych rachunkach. Nie rozumiałam z tej rozmowy za wiele, ale byłam pewna jednego – pieniądze są problemem.

Kiedy pieniędzy nie ma jest problem, bo nie można się najeść, bo rosną Twoje długi, bo ciągle Ci czegoś brakuje. Kiedy są, też jest problem, bo trzeba je wydać – a kiedy je wydasz, skończą się i problem zacznie się od nowa. Dużym problemem było dla mnie też samo wydawanie – jeśli już mam pieniądze, to na co je wydać? Tak, żeby mi się to opłacało. Tak, by nie żałować i wydać je rozsądnie. Jeśli kupię jedno, nie wystarczy mi już na coś innego. A może lepiej nie wydawać tych pieniędzy i odłożyć na czarną godzinę? Wierzyłam też, że kiedy opłacę już rachunki i wszystko co ważne, to wtedy nie będę miała już miejsca na żadne rozpieszczanie i przyjemności. Chyba, że sporadycznie i co najważniejsze – niedrogo. Trzeba się cieszyć, że mam dach nad głową i że w ogóle mam co zjeść.

Bardzo długi czas wierzyłam też w to, że pieniądze ciężko jest zdobyć. Trzeba na nie ciężko harować – a i tak nie zawsze masz pewność czy je dostaniesz. Mój ojciec często mówił o prywaciarzach, którzy go oszukują i nie płacą mu za wykonaną robotę. Wszędzie tylko oszuści i złodzieje. Pracować można było tylko ciężko, a wynagrodzenia z tego miało być jak najmniej. Mój ojciec powtarzał jak mantrę zdanie, które mocno zakodowało się w mojej podświadomości: „Haruję jak wół, a gówno z tego mam”. Pieniądze ciężko zdobyć, a jak już je masz, jest ich tak mało, że i tak nie wystarcza nawet na podstawowe rzeczy, takie jak kupienie czegoś na obiad, zapłacenie czynszu, prądu czy ciepłej wody. Jak więc odnaleźć się w tym świecie? Jak zarabiać, by przeżyć? Czy można pracować w zdrowy sposób i zarabiać godnie? Nie ma takiej opcji, a na pewno nie dla mnie…

Byłam w ogromnym szoku, jak wiele mam zakodowanych wyobrażeń na temat pieniędzy przejętych od rodziców. A z pewnością było ich jeszcze więcej, niż to, co wymieniłam. Wszystkie te wyobrażenia jakie trzymałam w swojej podświadomości miały rzecz jasna wpływ na moje życie. Pracowałam za śmieszne pieniądze, mając szefów, którzy nie mieli do pracowników żadnego szacunku. Życie było pewnego rodzaju walką o przetrwanie i martwieniem się, czy zarobię na wszystkie opłaty. Frustrowało mnie, że ciężko pracuję, staram się, zarabiam a i tak – „gówno z tego mam”. Dokładnie jak mawiał ojciec. Choć warunki mojego życia polepszyły się wtedy, bo wynajmowałam lepsze jakościowo mieszkanie (choć z tym też było różnie – pierwszy pokój, który wynajmowałam również był zimny, z dziurami w ścianie, przez które wlatywało zimne powietrze z zewnątrz), nadal przewijał się u mnie problem z zarabianiem takiej ilości pieniędzy, aby żyć bez martwienia się o jutro. Był taki czas kiedy pracowałam naprawdę ciężko, fizycznie i psychicznie byłam totalnie wykończona. Narażałam nawet moje zdrowie i dawałam się wykorzystywać nieuczciwym ludziom.

Weszłam w emocje, które poczułam w związku ze wszystkimi przykrymi wspomnieniami, które do mnie przyszły w sesji. Próbowałam coś zrobić, poczuć coś pozytywnego, ale po prostu nie byłam w stanie, jakby mnie sparaliżowało… Widziałam moją wewnętrzną Karolinkę stojącą w bezruchu i powtarzającą w kółko:

„Nie mogę. Nie da się. Nie dam rady. Nie potrafię”…

Przypomniała mi się kolejna rzecz. Jako dziecko uwielbiałam oglądać bajki. Do dziś zostało mi zamiłowanie do produkcji animowanych i ilustrowanych książek dla dzieci. W domu nie mieliśmy telewizji kablowej. Pamiętam, że kiedyś przyszłam do koleżanki, a ona włączyła kanał z bajkami, na której emitowana była większość moich ulubionych animowanych seriali. W telewizji publicznej puszczane były rzadko, albo w takich godzinach, kiedy i tak byłam w szkole. Strasznie mnie to irytowało. Tak bardzo chciałam zobaczyć przygody ulubionych bohaterów, ale po prostu nie mogłam. Kiedy sobie to przypomniałam, poczułam całą sobą te emocje. Smutek, żal i tęsknotę za czymś, czego nie mogłam doświadczyć, a bardzo chciałam. I to nie była kwestia rozkapryszenia. Zwyczajnie bolało mnie to, że inne dzieci mogą wrócić do domu po szkole i obejrzeć ulubione bajki, a ja jak zwykle nie mogę. Poczułam całą sobą tą niemoc. Nie mogę i już. Moja wewnętrzna dziewczynka wyraziła te emocje, rozpłakała się, a ja.. po raz pierwszy nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć. Ścięła mnie z nóg. Poczułam totalną niemoc. Niemoc w której ona tkwiła przez cały czas – nie da się, to nie możliwe. Poczułam nawet, że ona ma racje. Bo co można było w tamtej sytuacji zrobić? Zmusić rodziców do tego, aby było ich stać, na rzeczy których chciałam doświadczać? Wprowadzić się do koleżanki i korzystać z jej zabawek i telewizora? Przecież ja jestem tylko dzieckiem… Nie pójdę do pracy i nie zarobię na swoje pragnienia. Więc co mogłabym w tej sytuacji zrobić…? No nic.

Siedziałam w milczeniu z pustką w głowie przez kilka minut. Obserwowałam te emocje. Całym sercem chciałam wypełnić w sobie ten brak, poczuć, że jednak się da. Wyobraziłam sobie wszystkie te dzieci, które siedzą w ciepłych domach, oglądają swój ulubiony program, z ulubioną super – zabawką w dłoni, popijając pyszne kakao i jedząc coś dobrego, w momencie, kiedy mi burczało w brzuchu. Siedzę, w tym zimnym pokoju, z bolącym gardłem, głodna, z papierowym psem z gazetki promocyjnej. „Nie da się”. „Nie ma” – powtarzałam. Przecież nie zmuszę ojca, aby wziął się w garść przestał pić i zaczął zarabiać normalne pieniądze. Nie wymuszę na mamie, aby zostawiła ojca i ułożyła sobie życie na nowo. Pustka. Poczułam, że nie mam wpływu na alkoholizm mojego ojca, na to co się dzieje w domu, na to co dzieje się z moją mamą, na to jak wygląda nasze życie. A może? Jednak? Coś jestem w stanie zrobić? Tylko co? Poczułam ogromną bezradność i wtedy uświadomiłam sobie jak wielki ciężar odpowiedzialności próbowałam wziąć na siebie.

Poczułam całą sobą, że jestem w tym wszystkim i jednocześnie jak bardzo nie chcę w tym być. A jak nie chcę – to muszę coś zrobić. Chcę coś zrobić, ale nie wiem co – bo jestem dzieckiem. Stoję i nic nie rozumiem. Czuję, że moje nogi wrośnięte są w podłogę, ręce związane – tak jakbym chciała stąd wyjść, ale nie mogła się ruszyć. Tak się dzieje kiedy dziecko jest zależne od rodziców, którzy sobie nie radzą, dziecko nie chce w tym tkwić , ale musi, bo nie ma innego wyjścia. Na tamtym poziomie świadomości, w tamtej sytuacji miałam dwa wyjścia – albo się temu poddać, albo zaradzić, biorąc sprawy w swoje ręce i uratować wszystkich. Tak, będę się dobrze uczyć, będę miała dobrze płatną pracę i już zawsze ja i moja rodzina będziemy mieli mnóstwo pieniędzy. Myślałam, że w ten magiczny sposób wyciągnę wszystkich z kłopotów. To nie było jednak takie proste. Ach… to był dla mnie ogromny ciężar, który nosiłam przez całe życie.

Poczułam, że chcę zrzucić z siebie tą odpowiedzialność, chcę zrzucić z siebie cały ten bagaż niemocy i bezradności. Poczułam panikę, tak jakbym nie mogła się wydostać z tych więzów.

-„Uwolnij mnie, nie mogę się ruszyć” – błagała moja wewnętrzna dziewczynka.

-„Nic ci nie grozi. Jestem z Tobą Kochana. Zobacz, pokażę Ci wyjście” – odpowiedziałam.

Nie miałam wielkiego planu. Poczułam, że jedyne co mogę zrobić, to dać sobie wsparcie. „Jestem z Ciebie dumna Karolinko. Jestem dumna, że poradziłaś sobie. Naprawdę sobie poradziłaś, zobacz na jaką wspaniałą kobietę wyrosłaś. Gdybyś sobie nie poradziła, nie byłoby mnie teraz tutaj. Nie siedziałabym sobie w miłym, wynajmowanym mieszkanku, owinięta ciepłym kocem. Nie miałabym kochającego, wspierającego partnera, nie rozwijałabym się teraz duchowo i nie miałabym tych wszystkich wspaniałych efektów. A efekty są, widzisz, że jest coraz lepiej w naszym życiu. Czuję się ze sobą coraz lepiej. Nawet dostałam podwyżkę w pracy, mam już lepsze warunki (wtedy pracowałam jeszcze na etacie), coraz lepsze relacje z ludźmi. Dałaś radę. Dowiodłaś, że można. Nie musisz już więcej się ograniczać, nie musisz już wierzyć w to, że się nie uda. Nie mieszkasz już z ojcem alkoholikiem, nie głodujesz i nie narzekasz już na bóle gardła. Może być już tylko coraz lepiej. Bo jesteś wspaniała i wyjątkowa. To z tego wyjątkowego dziecka wyrosłam na wspaniałą osobę. Jesteś wspaniała, osiągnęłaś wiele i jeszcze wiele przed Tobą. Możesz uwolnić się od tego poczucia niemocy. Masz wiele możliwości, aby się spełniać w tym życiu. Możesz sobie w końcu pozwolić na wszystko to, czego zawsze potrzebowałaś”. Wtedy moja wewnętrzna dziewczynka rozpłakała się i poprosiła mnie… bym włączyła jej ulubioną bajkę, której nigdy nie miała okazji zobaczyć do końca. Znalazłam ją w Internecie i zrobiłam sobie maraton wszystkich odcinków :D. Po tylu latach w końcu dowiedziałam się jak zakończyła się seria :D. To było bardzo miłe doświadczenie, pokazałam mojemu wewnętrznemu dziecku, że mogę wszystko. Chcesz bajkę? Bardzo proszę. Nie było już miejsca na „nie da się” i „nie można”.

W całym tym doświadczeniu uświadomiłam sobie, że mogę funkcjonować całkowicie inaczej, niż moi rodzice. To nie ważne jak wyglądała moja przeszłość i w jakim domu się wychowałam. To nie ważne jakie ograniczenia miała moja rodzina. Mogę wyjść poza wszystkie te wzorce i ograniczenia. Jestem całkowicie bezpieczna, niewinna i w porządku, kiedy przejawiam większe możliwości, niż moja rodzina. I to wszystko się dzieje, kiedy staję się SOBĄ. Nie jestem ani moim ojcem, ani moją matką. Mogę różnić się od moich rodziców, mogę osiągać więcej, niż moi rodzice. Mogę osiągać nawet spektakularne sukcesy i jestem z tym całkowicie niewinna, bezpieczna i w porządku. Mam do tego prawo, to jest dla mnie naturalne i oczywiste. Tu i teraz mam możliwość, aby zmienić swoje intencje na lepsze, aby żyć według innych standardów, niż do tej pory.

Kiedy dałam sobie przestrzeń na to, że ja nie muszę być moimi rodzicami, a że mogę być sobą, poczułam ogromną siłę i miejsce do zmian. I między innymi to uświadomienie sprawiło, że dziś jestem już w zupełnie innym miejscu.

Nie byłabym wtedy w stanie uwierzyć, że odkryję swoje talenty duchowe, że tak po prostu wyjdę z nimi do ludzi, a oni z tak wielką chęcią będą korzystać, z tego co im oferuję. Na początku byłam zaskoczona z jaką łatwością i lekkością zarabiam te pieniądze i ile przyjemności sprawia mi moja praca. Wcale nie jest ciężko i trudno. To, co zaczęłam osiągać stając się uzdrowicielem duchowym, było totalnym przeciwieństwem do tego co robiłam wcześniej i tego, jak funkcjonowali moi rodzice. Z tamtymi ograniczeniami nigdy nie pomyślałabym,  że będzie mnie stać na założenie własnej działalności. Dziś na szczęście czuję, że to jest w porządku. To w porządku, że sobie radzę, że korzystam ze swoich możliwości, że pnę się w górę. Pieniądze wcale nie muszą stanowić wielkiego problemu… One po prostu SĄ, bo są mi potrzebne. A moje potrzeby są dla mnie WAŻNE.

* * *

Kochani, podałam przykłady dwóch sesji, których doświadczyłam już spory czas temu. Nie są one idealnie odwzorowane, bo nie notowałam ich na bieżąco. Korzystałam tylko ze starych notatek 😉 . Ale myślę, że ujęłam to, co chciałam Wam przekazać – czyli jak można od emocji, poprzez spotkanie ze swoim wewnętrznym dzieckiem dojść do ciekawych wniosków i uświadomień. A także jak można poczuć się lepiej dając sobie uwagę, wsparcie, miłość i zrozumienie. Jesteście w stanie sobie to dać Kochani. Nie podzieliłbyś się choć odrobiną miłości z tak wspaniałym dzieckiem, jakim byłeś ? 🙂

Na koniec dodaję jeszcze klika dodatkowych uwag i podsumowanie na temat tego, o czym warto pamiętać przy praktycznej pracy z wewnętrznym dzieckiem:

1. Nie przelewaj na siebie krytyki, frustracji i niezadowolenia. Jeśli sobie z tym nie radzisz, lepiej będzie jeśli najpierw wyleczysz podejście do siebie, a dopiero POTEM zabierzesz się do pracy z wewnętrznym dzieckiem. Musisz być wspierający, wyrozumiały i sprzyjający dla siebie, aby zaszła w Tobie jakakolwiek zmiana.

2. Nie oczekuj od innych, że wypełnią Twoje braki. To bardzo ważne. Wiem, że przypomniałeś sobie jak mało miłości dostawałeś od rodziców, czy mało uwagi od swoich rówieśników. Sesja z wewnętrznym dzieckiem jest po to, aby wywołać w sobie te uczucia, które TY SAM możesz sobie dać i wypełnić każdy swój brak. Jeśli planujesz frustrować się przykrymi wspomnieniami i domagać się od rodziców, aby teraz dali Ci to, czego być może nie są w stanie Tobie dać, ta sesja nie będzie dla Ciebie dobrym narzędziem. Popracuj nad nowym nastawieniem, zanim sięgniesz po pracę z wewnętrznym dzieckiem.

3. Zachowaj uważność. Pracy z wewnętrznym dzieckiem towarzyszy obserwacja siebie i swoich emocji. Jeśli czujesz jakiś opór nie poddawaj się, obserwuj siebie i zastanów – z czego może wynikać ten opór? Nie bój się zadawać sobie pytań pomocniczych, nie bój się siebie uspokajać i wspierać jeśli czujesz nieokreślony lęk. Bądź cierpliwy i daj sobie przestrzeń na to, aby na spokojnie w odpowiednim czasie się otworzyć. Obserwuj siebie i nie spuszczaj oka ze swoich emocji. Pozwól je sobie czuć, a jednocześnie nie pozwalaj, aby całkowicie Tobą zawładnęły. Pamiętaj, że to TYLKO emocje i Ty masz nad nimi pełną kontrolę.

4. Nie obwiniaj – wybaczaj. Czy tego chcemy czy nie, nasze emocje bardzo często wiążą się z innymi ludźmi. Czy to są rodzice, rodzeństwo, dzieci ze szkoły, sąsiedzi, nauczyciele – przypominając sobie trudne sytuacje, siłą rzeczy przypominamy sobie te osoby, które zadały nam jakiś ból, do których czujemy żal, czy złość za to, co nam zrobiły. Możesz te emocje poczuć, a nawet powinieneś się z nimi skonfrontować, by je odpuścić. Jeśli poczujesz złość, to nie szkodzi, pozwól sobie być zły. Ale nie nakręcaj się w tej złości. Obwinianie i podtrzymywanie emocji nie doprowadzą Cię do rozwiązania. Prędzej czy później w Twoim sercu i świadomości powinno dojść do przebaczenia tej osobie oraz pogodzenia się z całą tą sytuacją.

Wybaczaj również sobie. Wspomnienia trudnych sytuacji wiążą się z uświadamianiem, że popełnialiśmy w przeszłości błędy, które mogły w dużej mierze do nich doprowadzić. Nie chodzi o to, aby się teraz za to wszystko obwiniać. Należy dać sobie dużo zrozumienia, akceptacji dla swoich wyborów oraz przestrzeni na to, że jako dziecko nie potrafiłeś sobie poradzić inaczej, nie miałeś odpowiedniej świadomości, ani wiedzy by dokonać innych wyborów.

5. Nie bój się emocji, nie bój się SIEBIE! O tym piszę dość często, bo wiem jak wielu z Was ma z tym problem. Nie bój się wejść w emocje i ich doświadczyć. Ty możesz mieć nad nimi pełną kontrolę. Tylko od Ciebie zależy jak daleko sięgną Twoje wspomnienia i jak głęboko wejdziesz w te emocje. Dzisiaj już nic Ci nie zagraża i konfrontacja wcale nie musi być tak bolesna, jak się tego obawiasz. Pamiętaj, że Ty sobie ją tylko przypominasz, nie uczestniczysz w niej przecież naprawdę.

To jesteś Ty, to jest Twoje wewnętrzne dziecko, to jest część Twojej osobowości, to są Twoje emocje, Twoje uczucia. Dzięki temu, że przełamiesz swoje lęki i zajmiesz się sobą, wszystko trafi na swoje miejsce. Ty jako całość w końcu staniesz się silniejszy, pewniejszy siebie  i samych lęków będzie w Twoim życiu coraz mniej.

Pamiętaj również, że dziecko to nie tylko traumy i urazy, to też Twoja niewinna, spontaniczna, zabawowa strona, czerpiąca radość z prostych rzeczy, z zabawy życiem. W wyniku takich wspomnień możesz przypomnieć sobie wiele pozytywnych sytuacji. Nierzadko dzięki pracy z wewnętrznym dzieckiem uświadamiamy sobie, że nasze dzieciństwo wcale nie było takie straszne i złe, jak nam się wydawało. Nagle przypominają się chwile miło spędzone z rodziną, z innymi dziećmi, chwile tej beztroski, radości z życia, kiedy się doceniało najmniejszą rzecz. Taka sesja może Ci przynieść wiele naprawdę ciekawych uświadomień.

6. „Ale ja nie umiem wejść ani w emocje, ani we wspomnienia”– takie podejście wynika z oporów, a co za tym idzie lęku przed konfrontacją oraz doświadczaniem emocji. Zacznij więc od zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Uspokojenia, na poziomie świadomym, że realnie nic Ci nie grozi – wręcz przeciwnie, taka konfrontacja może Ci tylko pomóc.

Sam opór, wyparcie i blokowanie się przed czuciem emocji wynika często z lęku przed bałaganem w podświadomości. Ucieczka niewiele daje, bo to co w Tobie już jest, choć nieuświadomione – zostaje. Twój bagaż będziesz nosił ze sobą przez resztę życia, a mogłoby być Ci dużo lżej. Jeśli nie boisz się doświadczać emocji w nagłych sytuacjach, to dlaczego miałbyś się bać doświadczać ich świadomie, z dodatkiem swojego wsparcia? Jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości, wróć do punktu wyżej ;).

7. Jak poradzić sobie z emocjami? Zrób sobie ćwiczenie. Usiądź przed lustrem i oddychaj spokojnie i bardzo głęboko. Postaraj się rozluźnić i dopuść do siebie emocje, przed którymi uciekałeś. Pozwól je sobie poczuć, oswoić i zauważyć, że kiedy świadomie ich doświadczasz – wcale nie są takie straszne, jak Ci się wydawało. Otwarcie pozwoli Ci spojrzeć na nie z innej perspektywy. Spójrz w swoje oczy i powiedz głośno: „nie boję się swoich emocji”, „świetnie sobie radzę z moimi emocjami”. Wracaj do tego ćwiczenia jak najczęściej.

8. „To dla mnie zbyt dziecinne” – praca z wewnętrznym dzieckiem to nie jest powrót do dzieciństwa, to nie odtwarzanie infantylnych zachowań. Kontakt z wewnętrznym dzieckiem wyzwala w nas naszą kreatywność, swobodę przejawiania się, radość z działania, z tworzenia, otwartość na pomysły, wyobraźnię, szczerość, niewinność, spontaniczność, gotowość. Czy te cechy są dziecinne? Moim zdaniem nie i są bardzo potrzebne na drodze każdej dorosłej, spełniającej się osoby.

9. Nie bój się swojej wrażliwości.  Nie bój się też płaczu. Taka konfrontacja to duża odwaga. Ukochanie swojego wewnętrznego dziecka, okazanie mu uwagi i czułości, uzewnętrznienie swoich prawdziwych uczuć i skrywanych emocji, prowadzą do rozwinięcia Twojej wewnętrznej siły. Okazywanie sobie słabości, mówiącej o tym, że coś nas bardzo boli, że sobie nie radzimy, jest tak naprawdę aktem bardzo dużej odwagi i dużym krokiem do uwolnienia. To wszystko zbliża nas do siebie – mamy lepszy kontakt ze sobą, pogłębiamy w sobie pozytywne uczucia. Jesteśmy pewniejsi siebie, czujemy się mocniejsi wewnętrznie. W rezultacie wiemy, że żadne emocje nie są dla nas straszne i potrafimy sobie z nimi zawsze poradzić.

10. Nie pozwól, aby wewnętrzne dziecko Tobą zawładnęło. Bywa, że dokopujemy się do naszych braków, nie po to aby je ZASPOKOIĆ i pójść dalej, ale by wiecznie je odtwarzać i zaspokajać na nowo. Kiedy zostawiasz taki nieuzdrowiony brak, działasz z poziomu wiecznej chęci zaspokojenia i odbicia sobie tego braku. Prostym przykładem jest objadanie się słodyczami, których brakowało Ci w dzieciństwie. Nasz uświadomiony brak z dzieciństwa często bywa wymówką – „jem dużo słodyczy, bo odbijam sobie dzieciństwo”. Ale jak długo można sobie to dzieciństwo odbijać? Jak wiadomo objadanie się słodyczami nie jest zbyt korzystne dla naszego zdrowia. Nie wykorzystuj więc swoich braków, bo to by popadać w kolejne pułapki. Należy się skupić, aby te braki wypełnić całkowicie, nie tylko poprzez materialne sprawienie sobie przyjemności, ale również poprzez psychiczne i przede wszystkim uczuciowe zaspokojenie. Nie pozwól, by emocje, braki i wszelkiej maści negatywne wyobrażenia Twojego wewnętrznego dziecka zdominowały Twoje życie i stały się silniejsze i ważniejsze od Twoich PRAWDZIWYCH potrzeb.

11. Baw się tym i odkrywaj siebie – to ciekawa podróż 🙂

* * *

Jeśli dotrwałeś do końca, dziękuję bardzo za Twoją uwagę. Mam nadzieję, że artykuł Cię zainspirował i poprowadzi do ciekawych i owocnych konfrontacji :). Podane techniki możesz oczywiście ze sobą łączyć, pozwól sobie być kreatywny! Życzę Ci miłej i lekkiej pracy ze swoim wewnętrznym dzieckiem i ślę dużo Miłości i Wsparcia. Powodzenia :).