Artykuły

Praca z Wewnętrznym Dzieckiem – część 1

Już kilka razy pytaliście mnie na czym tak właściwie polega praca z wewnętrznym dzieckiem. Postanowiłam więc zebrać moje własne odczucia jakie mam w tym temacie oraz opowiedzieć Wam jak sama widzę tę metodę, jak ją stosuję i jak moim zdaniem warto z nią pracować. Podeszłam do tematu również od tej praktycznej strony, podając przykłady moich własnych sesji z wewnętrzną Karolinką, aby łatwiej Wam było zacząć tę formę pracy nad sobą. Znajdziecie je w praktycznej części artykułu: Praca z Wewnętrznym Dzieckiem – część 2 . Dziś zapraszam Was na część teoretyczną 🙂 .

Czym jest wewnętrzne dziecko?

Praca z wewnętrznym dzieckiem to nic innego jak część pracy ze sobą, z własną podświadomością i ukrytymi w nas, często stłumionymi emocjami. Zagłębiany się tutaj w emocje, traumy, braki, potrzeby jakie wynieśliśmy konkretnie z czasów dzieciństwa. W skrócie jest to nawiązanie kontaktu z Twoją dziecięcą, zranioną częścią siebie i dzięki temu pogłębianie kontaktu ze sobą, nabieranie przy tym samoświadomości swoich uczuć, potrzeb i emocji oraz umiejętności radzenia sobie z tymi emocjami, traumami jak i codziennymi problemami.

W psychologii wewnętrzne dziecko określane jest terminem subosobowości, czy też podosobowości. Inaczej jest to wyodrębniona część naszej osobowości, która najprościej mówiąc – żyje swoim własnym życiem. Na pewno wiesz jak to jest, kiedy emocje biorą nad Tobą górę i nie wiedząc czemu poddajesz się konkretnym zachowaniom, czy wyobrażeniom w sytuacji w jakiej się znajdujesz. Są od Ciebie silniejsze i nie potrafisz sobie z nimi poradzić. Czujesz jakiś smutek, brak, czy złość, które ciężko Ci zrozumieć i zidentyfikować, aż w końcu prędzej czy później wylewasz je na zewnątrz, czasem nawet wpadając w furię. Mówisz coś czego wcale nie masz ochoty powiedzieć, krzyczysz na bliskich, łatwo się denerwujesz, płaczesz bez powodu, nie panujesz nad sobą, albo robisz z siebie ofiarę. Zupełnie tak jakbyś nie miał pełnej kontroli nad tym co czujesz i jak to przejawiasz na zewnątrz… Wszystko po to, aby w końcu poczuć jakąś ulgę, dać ujście swojej stłumionej, zranionej części siebie. Do tego w całym tym zagubieniu oczekujesz od innych, że Cię zrozumieją, że domyślą się o co Ci chodzi, domyślą się czego potrzebujesz, co chcesz przez to zachowanie wyrazić albo uzyskać. Jak oni mają to wiedzieć, kiedy tak naprawdę Ty sam nie wiesz o co Tobie chodzi? Nie wiesz co się z Tobą dzieje i dlaczego?

Wewnętrzne dziecko to nie tylko stłumiona złość, to też paraliżujące lęki, których do końca nie rozumiesz, a które pogarszają Twoje samopoczucie i związują Ci ręce w działaniu. Twój lęk najczęściej bywa irracjonalny i choć z perspektywy dorosłego już wiesz, że realnie nic Ci się nie grozi, to jednak w środku coś Ci podpowiada, żeby czuć to nieprzyjemne napięcie. Zupełnie jakby „to coś” było Twoim wewnętrznym przymusem do odczuwania właśnie tego napięcia. Ciężko Ci również odnaleźć się w relacjach z ludźmi, bo nieuleczone zranienia cały czas Cię bolą i uwierają. A z poziomu wiecznego zranienia, zastraszenia, czy tkwienia w poczuciu żalu trudno jest wybaczać i robić miejsce na nowe.

Odcięcie się od tej wypartej części osobowości powoduje, że nie zdajesz sobie sprawy z tego, że ona cały czas w Tobie jest i jaki ogromny wpływ ma na Ciebie. Mimo, że wyparta, ona istnieje i w odpowiednich sytuacjach, czy tego chcesz czy nie, daje się we znaki, zazwyczaj w niezbyt przyjemny dla Ciebie i Twojego otoczenia sposób. Możesz sobie poradzić ze sobą, możesz zacząć funkcjonować na nowo, możesz odkryć w tym wszystkim siebie… Właśnie poprzez nawiązanie kontaktu z Twoją własną stłumioną częścią osobowości – z Twoim Wewnętrznym Dzieckiem.

Praca z podświadomością to wychowywanie dziecka 

Jeśli chcesz pracować ze swoim wewnętrznym dzieckiem musisz wiedzieć z czym pracujesz, z czym tak właściwie masz do czynienia. Musisz też wiedzieć jakie zachować podejście do siebie i swojej podświadomości kiedy wybierasz właśnie tę formę pracy nad sobą.

Gdybym miała to nazwać jak najprościej – praca z wewnętrznym dzieckiem to wychowywanie podświadomości w taki sposób, w jaki wychowuje się dziecko. Pracujemy przecież z wewnętrznym dzieckiem – mimo, że to tak naprawdę praca z podświadomością to trzeba ją w tym wszystkim traktować właśnie jak zagubione, wymagające wsparcia, zrozumienia i miłości dziecko. Naszym zadaniem jest oduczyć podświadomość (nasze dziecko) negatywnych nawyków, nauczyć tych dobrych, pozytywnych rzeczy, odkrywać i wypełniać uwierające nas braki. Dziecko należy wysłuchać, zrozumieć, pozwolić mu się wypłakać, wyrazić, jeśli tego potrzebuje. Możemy je przytulić, ukochać, uspokoić, jeśli będzie trzeba. Rozmawiając z podświadomością, staramy się wychować ją na nowo, pokazać jej jaki NAPRAWDĘ jest świat i jak zdrowo w nim funkcjonować. Wbrew pozorom nie musisz mieć ani wiedzy psychologicznej, ani być rodzicem, żeby wiedzieć jak ze swoim wewnętrznym dzieckiem postępować. Kiedy nawiązujesz z nim kontakt wszystko dzieje się naturalnie, całkowicie intuicyjnie…  Bo Ty najlepiej znasz siebie, swoje emocje i własne potrzeby. Przecież to dziecko to w dalszym ciągu jesteś Ty.

Dla ułatwienia możemy zwizualizować sobie nas kiedy byliśmy mali – wystarczy, że użyjesz swojej wyobraźni. Jeśli jest Ci ciężko przypomnieć sobie swoje dzieciństwo, możesz wspomóc się zdjęciami lub pamiątkami z dzieciństwa. Wizualizacja dziecka, czyli siebie jak było się małą dziewczynką (czy chłopcem) ma nam zwyczajnie pomóc, aby przypomnieć sobie różne emocje, czy braki z którymi do dziś mamy odczuwalny problem. Potem można pracować normalnie już bez wyobrażania sobie dziecka, ale forma zostaje ta sama – uczysz podświadomość nowych rzeczy, oduczasz tych złych, rozmawiasz ze sobą, słuchasz, odpowiadasz, wszystko ze zrozumieniem i miłością. Wewnętrzne dziecko jest bowiem wrażliwe, delikatne, uczuciowe, często bardzo poranione i skrzywdzone – podejście do niego z miłością jest warunkiem koniecznym.

Wpływ dzieciństwa na dorosłe życie

Wyobraźcie sobie historię dziecka, którego ojciec wpadał w furię z powodu najmniejszej pierdoły – takich jak kleks w zeszycie, czy ocena dostateczna w dzienniczku (która przecież jak sama nazwa wskazuje jest dostateczna i nawet najlepszym uczniom się zdarza). Dziecko cokolwiek nie zrobiło, jakkolwiek by się nie starało było wiecznie krytykowane, a jego osiągnięcia mocno umniejszane. Ojciec wylewał na dziecko swoje frustracje i własne braki, bowiem sam nie czuł się wystarczający. Może chciał dać ujście swoim stłumionym emocjom, a może miał zamiar wzmocnić swoje dziecko, aby ono nie miało w przyszłości takich problemów jak on (bo sam jako mały chłopiec czuł się bardzo słaby). Są rodzice, którzy uparcie wierzyli, że wychowanie twardą ręką w dyscyplinie i zastraszeniu zmotywuje dziecko do działania i zapewni mu odporność na trudy życia w tym okrutnym świecie.

Dziecko z wiekiem mimo dużej inteligencji i potencjału, całkowicie przestało się starać. Miało coraz gorsze oceny, coraz częściej zaniedbywało obowiązki. Nasz bohater jako dorosły już mężczyzna do dziś ma problemy z chęciami do działania, staraniem się, dawaniem z siebie wszystkiego. Potłumił swoją kreatywność, a wewnętrzna presja bycia najlepszym przeplatała się z poczuciem, że jest po prostu nikim. Taki też sygnał jako dziecko dostawał w kółko od ojca, który przecież „chciał dla niego dobrze” wprowadzając nadmierną dyscyplinę. Chłopiec był krytykowany, bo miał być doskonały (zakodował się w nim przymus, że zawsze można zrobić coś lepiej, że tylko będąc idealnym zazna spokoju – jednak on do tego ideału nigdy nie potrafił dotrzeć, bo jednocześnie wierzy w to, że cokolwiek by nie zrobił i tak zawsze będzie do niczego). Życie w takim pomieszaniu z pewnością nie jest lekkie i przyjemne, a kiedy dochodzi do tego jeszcze złość na ojca i na siebie, że sobie z tym nie radzi (jako swój wewnętrzny skrzywdzony chłopiec) to już naprawdę zaczyna stawać się ciężarem nie do udźwignięcia.

Każde dziecko zniechęcone do działania, potłumione i zastraszone jest w dorosłym życiu bardzo niepewne siebie. Boi się działać, boi się nawiązywać kontakty, boi się osiągać cokolwiek. Z jednej strony nie chce tkwić w wiecznym poczuciu braku, z drugiej boi się działać na większą skalę, boi się doświadczać i sięgać po to, czego rzeczywiście chce. Za tą bezsilnością stoi zazwyczaj zalękniony, zagubiony chłopiec, wściekły na swojego tatę za te wszystkie krzywdy, które mu wyrządził, za to że teraz musi zjadać zgniłe owoce swojego dzieciństwa. Jest zrozpaczony, bo w dalszym ciągu pragnie miłości i bliskości, której nigdy nie dostał od ojca, a na pewno nie w zdrowej formie, tak jak tego potrzebował.

Pomieszanie złości, smutku, żalu i lęku to niesamowita mieszanka wybuchowa, która w dorosłym życiu utrudnia normalne funkcjonowanie. Tak – te emocje nadal w nim są, one nie zniknęły, one tylko zostały sprytnie uśpione – tak żeby nie bolały na co dzień. Widać je jednak i czuć w każdej trudnej i emocjonalnej sytuacji. Cała paleta negatywnych emocji wylewa się wtedy z Ciebie, tak jakbyś próbował nimi wymiotować. Zapewne wiesz jak to jest, kiedy zjesz coś nieświeżego, co psuje się w Twoim żołądku i organizm chce się tego jak najszybciej pozbyć. Emocji jednak nie da się tak po prostu wydalić z siebie agresywnymi, czy rozpaczliwymi wybuchami – tak jak robił to przez całe życie tatuś. Możesz je wtedy  poczuć, ale oprócz czucia trzeba je jeszcze zrozumieć, zająć się nimi i pokazać sobie, że można żyć bez nich, że można czuć i reagować zupełnie inaczej.

Wszyscy wiemy jak kluczowy wpływ na rozwój naszej psychiki ma wychowanie i traktowanie nas przez rodziców kiedy byliśmy mali – kiedy chłonęliśmy każdy skrawek tego świata i uczyliśmy się jak ten świat wygląda i jak w nim żyć. Nadmiernie krytykowane, zastraszane, umniejszane, atakowane przez swoich rodziców dzieci dorastają w poczuciu zagrożenia, braku wsparcia, miłości i bliskości, które są niezbędne w rozwoju każdego dziecka. Zaburzenia emocjonalne dziecka pojawiają się wielu w domach – i tych w których pojawiała się choroba alkoholowa, ale nie tylko. Do tego szeregu nawarstwionych emocji dochodzą jeszcze szkolne traumy powstałe w relacjach z rówieśnikami, czy nauczycielami oraz wszystkie inne trudne sytuacje jakie miały miejsce w kontaktach z innymi ludźmi i otoczeniem. Ja najwięcej przykrych sytuacji przeżyłam w podstawówce, w której dzieci potrafiły być wyjątkowo okrutne. Dzięki pracy z wewnętrzny dzieckiem odreagowałam sporo traum i sytuacji, które zostawiły bolesny ślad w mojej podświadomości i zapisały się w postaci napięcia, strachu, czy innych nieprzyjemnych, stłumionych emocji, które zdecydowanie miały wpływ na moje życie.

Przypomniało mi się również jak będąc dzieckiem, zostałam zupełnie niesprawiedliwie uderzona w twarz przez moją sąsiadkę, która podstępnie zwabiła mnie do siebie, wołając mnie i uśmiechając się miło. Była oczywiście pod wpływem alkoholu. Jedno takie wydarzenie zakodowało u mnie silną traumę, gdyż poprzez niespodziewane uderzenie kobieta wtargnęła w moją przestrzeń i mocno uszkodziła moją strukturę energetyczną. Od tamtej pory, bałam się pewnego rodzaju ludzi i nie czułam się bezpiecznie podchodząc do dorosłych, którzy o coś mnie pytali, albo czegoś ode mnie chcieli.

Skonfrontowanie się z tymi emocjami na trzeźwo i przytomnie, już ze świadomością tego co się właściwie wydarzyło pomogło mi uwolnić te emocje i poczuć, że nic mi już nie grozi. Wypuściłam z siebie duży lęk, który blokował moją podświadomość w rozwiązaniu jeszcze grubszego problemu, który był pod spodem. Otóż lęki i potłumione emocje mogą nas ograniczać na wiele sposobów. Mogą stać nam na drodze do uzdrowienia naprawdę istotnych tematów i czasem stanowią pewnego rodzaju zator na drodze do zrozumienia i pozbycia się rządzących nami mechanizmów, które tak naprawdę sprowokowały te trudne dla nas sytuacje. Żeby jednak dojść do tych mechanizmów, najpierw należy się zmierzyć z tym, co wywołało ten mechanizm, czyli zazwyczaj z jakąś traumą, czy z silną emocją, która się w nas zakodowała.

Trudne wydarzenie i emocja jaka pociąga za sobą konsekwencje może wytworzyć też nowy mechanizm, np. obronny, który puści po pozbyciu się przyczyny – czyli tej konkretnej emocji.  Ale tak jak już wspominałam wyżej, może być też tak, że ta trudna sytuacja i emocja jaka się zakodowała jest SKUTKIEM naszych wcześniejszych mechanizmów, które sprowokowały nas i daną osobę do takiej a nie innej reakcji. Czasem od tego właśnie mechanizmu może zależeć ocena naszej sytuacji, bo kształtuje on nasze oczekiwania (wiele razy w dzieciństwie przejmowałam się czymś, co w ogóle nie miało miejsca i to też można sobie uświadomić wchodząc w tą sytuację na nowo – z nową świadomością i podejściem do tego wydarzenia). Co do prowokacji, tutaj kłaniają się nasze intencje, czyli to czego podświadomie „chcemy” doświadczać, do czego nas często nawet nieświadomie ciągnie. Nie oznacza to jednak, że nie możemy czuć się niewinni w danej sytuacji – poczucie niewinności jest bardzo ważną cechą, którą z kolei odkrywasz i rozwijasz również w kontakcie ze swoim wewnętrznym dzieciątkiem. Tak czy inaczej, niezależnie od której strony nie rządziłby nami ten mechanizm, aby się od niego uwolnić dobrze jest zacząć od emocji, która nas najbardziej w tym temacie nurtuje. Skonfrontowanie się z nią, zrozumienie jej i uświadomienie sobie, że masz prawo czuć inaczej, sprawia, że mechanizmy Twojego funkcjonowania rzeczywiście mogą się realnie zmienić.

Co się dzieje, kiedy próbujemy uciszyć swoje wewnętrzne dziecko?

Wiem, że może Cię odrzucać od takich konfrontacji. Świadomie na pewno chciałbyś podjąć jakąś zmianę, wewnątrz jednak czujesz kłąb lęków, oporów i emocji hamujących Cię przed działaniem. Doświadczasz w ten sposób pewnego rodzaju wewnętrznego rozdzielenia, rozbicia Twojej osobowości – co prowadzi do ciągłego wewnętrznego konfliktu. Czasami sam już nie wiesz czego właściwie chcesz, a czego nie chcesz, jak powinieneś się zachować, a przede wszystkim jak nad sobą zapanować. Tłumisz więc w sobie te emocje jeszcze bardziej, bo boisz się że kiedy je poczujesz nie zapanujesz nad nimi. Odcinasz od siebie wyparte części, które i tak w rezultacie mają i będą miały na Ciebie wpływ, dopóki się z nimi nie zmierzysz i nie dojdziesz z nimi do porozumienia – do integracji wszystkich części siebie, tej świadomej i również tej odrzuconej, niechcianej, w której kryją się największe traumy, żale, braki, smutki i złości…

Dopóki nie zaakceptujemy, nie uznamy i nie pokochamy w sobie tej części siebie, będziemy czuli się wewnętrznie rozbici. Jednak nasze wewnętrzne dziecko dalej będzie działało i miało wpływ na nasze zachowanie, przejawianie się, czy tego chcemy, czy nie. Jeśli boisz się dyskomfortu związanego z pracą nad sobą, pomyśl jak wiele dyskomfortu przynosi Ci codzienność, kiedy sobie ze sobą zwyczajnie nie radzisz. Pomyśl, że chwila konfrontacji, może być dla Ciebie dużym krokiem do uwolnienia się od tych wszystkich nieprzyjemności raz na zawsze. A więc na nic Twoje tłumienie, wypieranie, uciekanie przed emocjami. Już wiesz, że w ten sposób nie poczujesz się lepiej. Zmiana zachodzi z punktu wybaczenia, wypłakania się, zrozumienia, czasem nawet przeżywania tego bólu na nowo, aby w końcu ze świadomego punktu widzenia się od niego uwolnić. To nie boli jednak tak bardzo jak myślisz… Pamiętaj, że te emocje przeżywasz już na spokojnie w swoim pokoju, pod ciepłym kocem i nie boli to tak, jakby się działo w realnym życiu. Cokolwiek Cię nie spotkało w przeszłości dziś już jesteś bezpieczny, nic Ci nie grozi. Pamiętaj, że taka praca ma być dla Ciebie również przyjemnością i ciekawą szansą na głębsze poznanie siebie.

Dlaczego warto pracować z wewnętrznym dzieckiem?

Musisz wiedzieć, że konfrontacja z wewnętrznym dzieckiem to nie tylko stawienie czoła trudnym emocjom i nieprzyjemnym wspomnieniom. To również możliwość przypomnienia sobie swojej kreatywnej, naturalnej i niewinnej natury, którą przejawialiśmy będąc dziećmi, beztrosko nastawionymi do życia. Zamykając się na tę część siebie, często zapominamy jak to jest czuć się niewinnie i swobodnie, a czasem nawet – jak to jest czuć zwyczajną przyjemność z istnienia i miłość w swoim zranionym serduszku.

Takie uświadomienia i ćwiczenia pozwalające nam uwolnić swoją prawdziwą naturę przyniosą Ci wiele ulgi i wolności, a co za tym idzie radości i przyjemności z własnego istnienia.

Pracować z wewnętrznym dzieckiem warto, bo tutaj zachodzi dużo głębsza i ważniejsza konfrontacja w nas, niż tylko powierzchowna ocena swojego stanu emocjonalnego. Tutaj konfrontujesz się z tym, co Cię męczy i gnije od środka od najmłodszych lat kiedy to chłonęliśmy jak gąbka wszystko to co miało na nas znaczący wpływ. Często denerwujemy się, smucimy, krzyczymy, nawet do końca nie wiedząc dlaczego to robimy i skąd są w nas tak gęste pokłady emocji. Uspokojenie swojego wewnętrznego dziecka, nawiązanie z nim kontaktu, konfrontacja i zrozumienie przynoszą dużą ulgę i dużo wyższą świadomość tego co się z nami dzieje. Masz szansę uwolnić się od pewnych reakcji i zachowań, czy braków które kierują Tobą z samego środka. Poczuć, że możesz sobie poradzić i że ten świat wcale nie musi być taki okrutny, jakby się z poziomu tych emocji wydawało. Jesteś przecież dorosłą osobą, nie musisz już działać z poziomu emocji nieuzdrowionego dziecka. Możesz zacząć reagować, czuć i zachowywać się jak odpowiedzialna, dorosła osoba, która czuje się jednocześnie bezpiecznie i niewinnie w tym świecie, czerpiąc przyjemność i z działania i z samego życia.

Kiedy czujesz, że mimo lat nie radzisz sobie w świecie – potrzebujesz poszukać tej zaradności w sobie i Twoje małe dziecko na pewno Ci w tym pomoże. Ono Ci powie dlaczego nie możesz czuć się zaradny i dlaczego nie możesz czuć się bezpiecznie, żebyś mógł w końcu zmienić swoje wyobrażenia na pozytywne i pójść z nimi w odpowiednim kierunku. Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że Ty nie potrzebujesz tutaj mamusi, czy terapeuty. Wystarczy, że sam dasz sobie odpowiednią uwagę, której tak bardzo Ci brakuje. Że zajmiesz się tą swoją małą, niekochaną cząstką siebie i zwyczajnie o nią zadbasz i pokochasz całym swoim sercem.

Nich to będzie ciekawa podróż wgłąb siebie

Chciałabym, abyście wiedzieli, że praca z wewnętrznym dzieckiem nie trwa wiecznie i nie stanowi ona całości pracy nad sobą, bowiem wbrew pozorom nie wszystko sprowadza się do naszego dzieciństwa. Pamiętaj, że w rozwoju ważna jest elastyczność, tak też jest w pracy z wewnętrznym dzieckiem. Pracujesz nad tym czego w danym momencie potrzebujesz, w taki sposób jaki jest dla Ciebie najbardziej wydajny i efektowny. Nie wyciągaj obciążeń na siłę, niech ta metoda nie stanie się Twoją rozrywką w nudne, deszczowe dni. Pamiętaj, że wewnętrzne dziecko to tylko pewna część Twojej podświadomości, Twoja relacja ze sobą nie opiera się tylko i wyłącznie na kontakcie ze stłumionym dzieckiem. Pamiętaj, żeby nie popadać w skrajności i nie szukać przyczyn swojego złego samopoczucia tylko w tym obszarze. W końcu dążysz do integracji swojej osobowości, do tego aby przyjąć KAŻDĄ część siebie. Jednak na pewno od tej części warto zacząć, bo nic tak świetnie nie przekłada się na zdrowe, szczęśliwe dorosłe życie jak poukładane dzieciństwo 🙂 .

Potraktuj więc tę formę pracy ze sobą jak ciekawą przygodę w głąb siebie, dzięki której naprawi się Twój kontakt ze sobą, dzięki której nauczysz się radzić ze swoimi emocjami i wyzwalać cudowne, uwalniające i przyjemne uczucia. Niech to będzie ciekawe wsparcie Twojego rozwoju, a nie przymus, czy narzędzie do wynajdowania i wyzwalania emocji w nieskończoność. Pozwól się tym bawić i nabrać dystansu, a jednocześnie potraktować na tyle poważnie, by już dłużej nie uciekać od siebie.

***

Mam nadzieję, że artykuł zachęcił Was do spróbowania. Jeśli tak, zapraszam do przeczytania drugiej części artykułu w której dowiecie się jak pracować z wewnętrznym dzieckiem w praktyce, również na przykładach z sesji. Klik –> Część Praktyczna

Wasza Karolina