Artykuły, Ćwiczenia

Asertywność i mechanizmy ucieczkowe + ćwiczenie

Kiedy mamy problem z asertywnością i nie umiemy stawiać zdrowych granic, celowo unikamy osób bądź sytuacji, które właśnie tego od nas wymagają. Wynika to najczęściej z licznych lęków, braków w poczuciu niewinności, bezpieczeństwa, czucia się w porządku ze sobą i swoimi poglądami/uczuciami/decyzjami oraz wzorców dotyczących stawiania się w roli pokrzywdzonej ofiary.

Zawsze miałam bardzo poważne i głębokie problemy z asertywnością i nie potrafiłam stawiać zdrowych granic w relacjach. Najczęściej przyjmowałam postawę osoby miłej, która grzecznie przytakiwała i raczej ulegała w rozmowie z drugim człowiekiem. To, co powstrzymywało mnie przed wyrażeniem swojego zdania albo powiedzenia wprost drugiej osobie, że np. nie mam ochoty czegoś dla niej zrobić bądź nawet z nią rozmawiać – był ogromny, paraliżujący wręcz lęk, że zostanę z tego powodu skrzywdzona. Czyli, że tej osobie nie spodoba się to, co powiem i z tego powodu mnie zaatakuje bądź się na mnie obrazi – a ja w efekcie czułabym się z tym bardzo źle.

Moje zachowania miały źródło również w mojej samoocenie i przekonaniu, że skoro jestem i chcę być dobrym człowiekiem, to znaczy, że powinnam, a nawet muszę być odbierana przez innych ludzi jako dobry człowiek. W mniemaniu mojej podświadomości bycie dobrym człowiekiem oznaczało godzenie się na wszystko, czego druga osoba ode mnie chce (!) – i co najśmieszniejsze i najbardziej paradoksalne, nawet wtedy, kiedy jest to złe i szkodliwe. Warto więc przyjrzeć się temu podstępnemu mechanizmowi i zauważyć na trzeźwo i przytomnie, co tutaj tak naprawdę jest dobre, a co nie – na co warto się godzić, a gdzie postawić wyraźną granicę.

Wracając do tematu ucieczki. Kiedy po raz pierwszy zaczęłam pracować nad tematem asertywności i stawiania zdrowych granic w relacjach, nie za bardzo potrafiłam sobie poradzić z emocjami, które towarzyszyły mi w trakcie tych konfrontacji. Byłam na etapie uczenia się i tak jak podczas nauki bywa, popełniałam wiele błędów, a podświadomość w każdej możliwej sytuacji próbowała przemycić jej stare przekonania, których się jeszcze trzymała. Dochodziło więc do różnych nieporozumień i nieprzyjemnych sytuacji. To powodowało, że na początkach pracy z tematem nie koniecznie miałam ochotę stawiać swoje granice w praktyce.

Jednym z etapów pracy, było między innymi, odkrywanie w sobie poczucia, że moje postanowienia i decyzje w relacji z drugim człowiekiem, są w porządku i że ja mam prawo wybierać to, co sama uważam za słuszne. I że mogę czuć się z tym dobrze i niewinnie. To, jest oczywiście prawda, ale afirmowanie zawsze powinno iść w parze z poszerzaniem świadomości w temacie w którym pracujemy. Kiedy zatrzymamy się na czuciu się w porządku i jednocześnie na podtrzymywaniu swoich lęków przed ludźmi i konfrontacjami, zaczniemy zwyczajnie usprawiedliwiać swoje ucieczkowe zachowania.

Rzecz w tym, że kiedy dasz do ręki narzędzie pod tytułem „mam prawo i wszystko mogę” osobie, która czuła, że nie może i nigdy nie miała prawa stawiać własnych granic, to na początku może się tym zachłysnąć i będzie próbowała stawiać swoje granice za wszelką cenę – a więc i również w taki sposób, który nie zawsze jest fair w stosunku do tej drugiej osoby.

Przykładowo – pisze do Ciebie natrętny znajomy, a Ty afirmując, że czujesz się niewinnie i w porządku ze swoimi decyzjami, ale czując jeszcze nie do końca uzdrowiony lęk przed postawieniem granicy w relacji z nim, zaczynasz celowo go ignorować i stwierdzasz, że przecież„masz prawo” z tym człowiekiem nie rozmawiać, skoro porusza w Tobie jakieś emocje. W zdrowej asertywności chodzi jednak o to, aby czuć się w porządku nie z unikaniem konfrontacji, ale z wyrażeniem swoich potrzeb w rozmowie z tym człowiekiem. Przecież wystarczyłoby tylko grzecznie odmówić bądź wyjaśnić, żeby nie pisał do Ciebie tak często. Kiedy druga strona nie dostaje od Ciebie jasnego sygnału – o co Ci właściwie chodzi, to taka sytuacji wcale się nie rozwiązuje, może pozostawić co najwyżej niesmak i dziwną atmosferę pomiędzy Wami.

Nie zawsze od razu będziemy w pełni rozumieć co afirmacja ma nam do przekazania. Osoba, która jest jeszcze potłumiona i która jeszcze nie uzdrowiła swoich emocji w tym temacie, afirmując, że jest w porządku z każdą swoją decyzją, potrafi sobie później wmówić, że cokolwiek wybiera, zawsze jest okej – nawet jeśli jej działania sprawiają komuś przykrość. Można więc, jeśli jest taka potrzeba, dodać do afirmacji, że decyzje, z którymi możemy czuć się niewinnie i w porządku, to są zawsze decyzje, które są „zgodne z Najwyższym Dobrem moim i innych” , które niosą ze sobą REALNE rozwiązania oraz które nigdy nikogo nie krzywdzą.

Dla jasności dodam, że w tym artykule pomijam wszystkie sytuacje, w których wręcz trzeba zignorować rozmówcę. Takie przypadki jak najbardziej istnieją, ale traktuję to jako ostateczność – np. kiedy potrzebujemy uwolnić się od toksycznej relacji, albo w momencie gdy postawiliśmy już wyraźne granice i wyraziliśmy swoje stanowisko, jednak ta druga osoba uparcie nie chce nam odpuścić. Wtedy, kiedy ona sama nie szanuje naszych granic, to nic dziwnego, że nie mamy ochoty z nią więcej dyskutować. To więc normalne, że w takich przypadkach – kiedy rozmowa nie wnosi nic nowego ani konstruktywnego do sytuacji, nie ma sensu jej dalej ciągnąć.

Zupełnie inaczej jest w przypadku ucieczki. Ucieczka przed konfrontacją nie jest asertywnością. Asertywnością będzie stawienie się do tej sytuacji, tak by móc z poczuciem niewinności wyrazić swoje zdanie i postawić swoją granicę, ale w taki sposób, by nie krzywdzić ani siebie, ani tej drugiej osoby. Oczywiście niejedna osoba poczuje się zraniona czy pokrzywdzona, nawet jeśli my zachowamy się w takiej sytuacji fair w stosunku do niej. Jeśli jest to osoba, która nie ma czystych intencji w naszym kierunku (np. żywi się naszą energią, albo wisi na nas, bo ma nadzieję, że coś ugra), to najpewniej nie spodoba się jej już sam fakt, że przestaniemy być na jej zawołanie. To jednak będzie świadczyło o jakości tej relacji. I dzięki postawieniu jasnej granicy będziemy mieli ogromną szansę, aby uwolnić się od czegoś, co było dla nas toksyczne. A jeśli relacja nie jest toksyczna, ale mimo to, z jakiegoś powodu potrzebujemy postawić pewną granicę w tej relacji – to też mamy do tego prawo i to wcale nie musi oznaczać niczego złego.

Sam mechanizm pragnienia ucieczki przed konfrontacją może być oczywiście etapem przejściowym, który jest dość zrozumiały, kiedy dopiero odkrywamy jak prawidłowo stawiać nasze granice. W wielu przypadkach i na pewnych etapach to rzeczywiście może być w porządku, szczególnie, kiedy uczymy się i inaczej jeszcze nie potrafimy. Ale na dłuższą metę, z pewnością nie będzie to działać w taki sposób. Zapamiętajcie, że prawdziwa asertywność i zdrowe stawianie granic docelowo nigdy nie będzie polegało na ucieczce i czuciem się z tym w porządku.

Z resztą sami będziecie to czuli, bo ciągłe ucieczki przed konfrontacjami, nawet jeśli sobie to dobrze usprawiedliwicie, nigdy nie dadzą Wam uczucia komfortu i spokoju, bo zawsze będziecie czuli, że coś nad Wami „wisi”, że coś na Was czeka… A czeka na Was konfrontacja, bo prędzej czy później ona się pojawi i to nie jeden raz. Jeśli za każdym razem będziecie przed nimi uciekać, staniecie się zbiegami emocjonalnymi, uciekinierami uwięzionymi we własnym lęku. To jest zdecydowanie bardzo męcząca i umniejszająca nasze możliwości rola.

Teraz trochę praktyki. Jeśli chcemy pozbyć się lęku w stawianiu granic w relacjach Z LUDŹMI, no to siłą rzeczy musimy to zrobić właśnie z ludźmi, a nie w pojedynkę. Dlatego nic tak nie uczy stawiania granic i zdrowej asertywności jak realne, życiowe konfrontacje, jak stawianie się do rozmów z tymi ludźmi i wchodzenie w trudne sytuacje, zamiast unikania ich. Taką każdą konfrontację dobrze jest też sobie przeanalizować pod kątem tego jak się czułeś, kiedy rozmawiałeś z tą osobą. Jak się czułeś, gdy stawiałeś swoje granice? Czy w ogóle udało Ci się te granice postawić i jeśli tak, to w jakim stopniu? Czy byłeś bardziej uległy i zbyt ostrożny, czy przepraszałeś za każde swoje słowo, zachowując jak największą ostrożność, próbując raczej wybłagać swoje granice? Czy może poszedłeś w drugą skrajność, bo za bardzo poniosły Cię emocje, powiedziałeś o parę słów za dużo i może niepotrzebnie uraziłeś tą osobę, bo chciałeś swoje granice bardziej wywalczyć, niż postawić?

Możesz wszystkie swoje spostrzeżenia nawet spisać, wyrazić z czego jesteś zadowolony, co udało Ci się zmienić na pozytywne, a gdzie jeszcze były emocje, gdzie lęki. Spróbuj dojść do tego, jakie konkretne słowa czy zachowania przyczyniły się do niezadowalającego Cię efektu. Dzięki temu będziesz mądrzejszy w doświadczenie, a obserwując siebie będziesz bardziej świadomy siebie oraz istoty problemu. Za jakiś czas do kolejnej konfrontacji podejdziesz z zupełnie innego poziomu. Zapamiętasz to, co wcześniej zrozumiałeś, a to zrozumienie będzie kształtowało się właśnie poprzez doświadczenie oraz własną obserwację (a także ewentualne oczyszczanie się z nagromadzonych emocji).

Mam jeszcze dla Was ćwiczenie na uczenie się zdrowego stawiania granic, kiedy wiemy, że ma dojść do konfrontacji. Wykorzystywałam je np. przed ważną rozmową z szefem, kiedy ustalaliśmy dalsze warunki pracy, a także kiedy zbierałam się do rozmowy z kimś, komu ciężko było mi zawsze odmówić. Zdarzały się też sytuacje kiedy potrzebowałam twardo i konsekwentnie coś wyegzekwować od drugiej osoby, tak, by nie poddawać się jej manipulacyjnym gierkom (znacie to z sytuacji, kiedy np. coś komuś pożyczyliście, ale ta osoba wszelkimi sposobami migała się od oddania rzeczy na której Wam zależy).

Ćwiczenie:

Usiądź wygodnie z wyprostowanym kręgosłupem, tak aby energia płynęła swobodnie. Pooddychaj chwilę głęboko, postaraj się uspokoić, wyciszyć, chwilę zrelaksować.

Zamknij oczy i wyobraź sobie przed sobą osobę, z którą czeka Cię rozmowa. Obserwuj swoje reakcje i emocje, ale staraj się im nie poddawać – powiedz sobie, że nic złego Ci nie grozi i że możesz poczuć się bezpiecznie przy tym człowieku.

Kiedy już się trochę rozluźnisz, wyobraź sobie, że ten człowiek mówi do Ciebie dokładnie to, czego się boisz i co sprawia, że nie jesteś w stanie wypowiedzieć żadnego sensownego zdania. Teraz, kiedy on to do Ciebie mówi postaraj się wzbudzić w sobie uczucie, że Ty masz prawo czuć, myśleć i mówić o tym, co tak naprawdę uważasz i czujesz za słuszne dla siebie, w tej sytuacji. Jeśli nie wiesz albo tego nie czujesz, zapytaj siebie – co ja chcę temu człowiekowi powiedzieć? Czego ja tak naprawdę chcę (potrzebuję) w tej sytuacji?

Jeśli czujesz zbyt silny lęk, nie musisz jeszcze zwracać się bezpośrednio do tej osoby. Powiedz to najpierw sobie. Posłuchaj, co Ty właściwie masz do powiedzenia. Czego Ty tak naprawdę chcesz w całej tej sytuacji. Możesz to zapisać.

Kiedy już to wyrazisz gwarantuję Ci, że poczujesz ulgę. Sposób i rodzaj wypowiedzi podczas takiego ćwiczenia może przybrać przeróżne formy, w zależności od naszych potrzeb. Bo kiedy mamy w sobie nagromadzoną dużą ilość przytłaczających emocji, to może nam wyjść taka złość na tego człowieka, że będziemy mieli ochotę się na niego wykrzyczeć. W ramach terapii – sami ze sobą, oczywiście możemy to zrobić. Może być jednak tak, że od razu zamiast emocji, przyjdą do nas przyjemne, spokojne uczucia oraz usłyszymy głos intuicji, która podpowie nam, co w tej sytuacji najkorzystniej i najlepiej byłoby powiedzieć – tak, by wyrazić swoje zdanie, z szacunkiem do siebie i tej drugiej osoby. To jest tak naprawdę nasz główny cel w tym ćwiczeniu – wsłuchać się w swoje potrzeby i uczucia, wyrazić je, sformułować na spokojnie tak jak chcemy, ale postarać się zrobić to ze wsparciem naszej wewnętrznej mądrości.

Takie ćwiczenia dawały mi ogromne wsparcie w trudnych sytuacjach. Oczywiście później, w realu nie zawsze było tak idealnie, jak podczas wizualizacji, bo czasami emocje i stres brały górę. Ale z pewnością tego typu przygotowanie zawsze rozjaśniało mi sytuację i wskazywało drogę, którą starałam się podążać w rozmowie z drugim człowiekiem (oczywiście nie mam na myśli krzyku, ale dotarcie do tego, czego sama chcę w tej sytuacji wyrazić i co najkorzystniej byłoby powiedzieć). W efekcie każda taka rozmowa, nawet jeśli stresująca i tak była dużo lepsza, niż gdybym podeszła do niej z automatu.

Jeśli już naprawdę poczujecie taką potrzebę, możecie dla ułatwienia nawet nauczyć się na pamięć tego, co chcecie powiedzieć i przećwiczyć to przed lustrem. Może i nie będzie to już takie naturalne, ale będziecie mieli pewność, że wyrazicie dokładnie to, co chcieliście powiedzieć. A w dodatku, dzięki obserwacji sami ocenicie i skorygujecie wszelkie emocjonalne „wyskoki”, które mogłyby wydarzyć się podczas prawdziwej konfrontacji.

Pamiętam, że np. w rozmowie z szefem zdarzyło mi się zagalopować i powiedzieć o jedną myśl za dużo, czego później żałowałam. Później podczas ćwiczenia konfrontacji mogłam wyłapać wiele takich kwiatków, które niekoniecznie wyszłyby na moją korzyść, więc mogłam je na spokojnie zauważyć, skorygować i zwrócić uwagę na to, czego lepiej nie mówić albo powiedzieć to w inny, mniej prowokujący sposób. Problem w tym, że kiedy jesteś osobą ekspresyjną i w dodatku targają Tobą emocje, możesz mieć wręcz potrzebę, żeby się wygadać, wylać jakieś brudy. Najczęściej jednak nie warto tego robić w konfrontacji z drugą osobą, dlatego dobrze jest najpierw wygadać się samemu sobie, aby uspokoić wszystkie emocje.

Ćwiczenie jest pomocne i bardzo ważne również dla osób skrytych, zalęknionych, nieśmiałych i takich, które nigdy nie wiedzą co mają powiedzieć. Przygotowanie się na spokojnie i ułożenie swoich myśli w głowie, a także uspokojenie emocji podczas takiego ćwiczenia (np. zauważenie, że po wypowiedzeniu pewnych słów, nic Ci nie grozi) również może być bardzo pomocne. Polecam Wam to ćwiczenie z całego serca.