Artykuły

Złożoność problemów i wrażenie tkwienia w martwym punkcie

Ostatnio zmierzyłam się z emocjami, które dotyczyły mojej relacji z ojcem. Chciałoby się pomyśleć, że już tyle razy do tej relacji wracałam, tyle w niej odpuściłam, wybaczyłam, tyle uświadomiłam i uzdrowiłam, że nie ma już tutaj czego robić. Wyszły jednak emocje, które jak się okazało tkwiły w nieuzdrowionej części mnie, której do tej pory jeszcze nie dotknęłam. I powiem Wam, że w ogóle mnie to nie zdziwiło, ani nie zmartwiło, a nawet specjalnie się nad tym nie zastanawiałam. Po prostu przyjęłam to zwyczajnie jak każde obciążenie, zmierzyłam się z nim, poczułam, uświadomiłam sobie parę nowych rzeczy i dałam w zamian to, czego w tym miejscu mi brakowało.

Czasami bywa, że denerwuje nas to, że w kółko i w kółko przerabiamy jedną relację, a emocje i wzorce z nią związane ciągle co jakiś czas wracają (pomijam przypadki intencji, by daną relację za wszelką cenę podtrzymywać, chociaż tej przeszkody też można się oczywiście pozbyć). Podobnie mają Ci, którzy od lat pracują nad jednym tematem, który ciągle nie układa się tak jakby chcieli, bo cały czas mają w nim coś do przerobienia. Oni nie skupiają się na tym, co JUŻ udało im się przerobić, czy oczyścić, ale na tym, czego JESZCZE nie przerobili. Takie podejście stwarza iluzję tkwienia w miejscu – w martwym punkcie, bo czas mija, a my ciągle nie osiągamy zamierzonego celu. Celu, którym jest zrównanie dręczących nas dylematów z ziemią – żeby śladu po wszelkich obciążeniach nie zostało. Takie całościowe przerobienie większego tematu najczęściej nie jest proste i wątpię, czy nawet możliwe do zrealizowania w krótkim czasie. Rozumiem, że chcemy jak najszybciej pouwalniać się od tego, co sprawia nam dyskomfort. Ale stawiając sobie tak wysoką poprzeczkę (że musimy osiągnąć coś już teraz, zaraz i poczuć pełnię uwolnienia) stwarzamy sobie nie dość, że ograniczającą presję, to jeszcze oczekiwanie, że tylko po przekroczeniu tej poprzeczki będziemy mogli pozwolić sobie na prawdziwe szczęście. Czy na pewno?

Niektóre tematy, szczególnie karmiczne są tak złożone, że ich pełne uzdrowienie wymaga od nas dłuższej pracy, a czasem po prostu czasu. Najczęściej bywa tak, że nie jesteśmy w stanie zmierzyć się ze wszystkim od razu. Różne aspekty tego samego problemu mogą rozłożyć się w czasie i ujawniają się w zależności od naszej świadomości, otwartości i gotowości do odpuszczenia. Jak miałbyś odpuścić coś, czego w ogóle na ten moment nie czujesz, ani nie rozumiesz?

To normalne kiedy wracamy do konkretnego tematu przez dłuższy okres, zanim problem puści z każdej strony, do końca. Strukturę podświadomości można porównać do cebulki, bo też złożona jest z warstw . Kiedy pojawia się odpowiedni moment puszcza kolejna warstwa obciążeń, które były przykryte przez te poprzednie. Konfrontujesz się z jedną rzeczą, by potem, kiedy już poszerzysz swoją świadomość, spojrzeć na problem z zupełnie innej, nowej perspektywy i być może skonfrontować się z kolejną, której wcześniej nie dostrzegałeś.

Może to wszystko brzmi strasznie, ale wcale straszne nie jest. Zagłębianie się w temat prowadzi do jego uwolnienia. Przerabianie wszystkiego powierzchownie, „po łebkach”, żeby było szybko, raczej nie przyniesie oczekiwanego rezultatu. Nie zniechęcajcie się więc, kiedy jakiś temat do was wraca, kiedy coś się odnawia. Cieszcie się, że możecie go „ugryźć” z innej strony, a on się dzięki temu jeszcze bardziej poluzuje. I prędzej, czy później odpadnie całkowicie.

Dlatego po jednej, dwóch, a nawet kilku sesjach węzłów, zabiegów duchowych, czy innych form terapii może nie będziesz jeszcze całkowicie wolny, ale na pewno o kolejny i kolejny krok do przodu. Często przypominam moim klientom, że „kropla drąży skałę” i każde uświadomienie, każde odpuszczenie, nawet jeśli dotyczy tego samego, ale pochodzi z głębszego poziomu, to zawsze jest cenne i potrzebne.

Przez pierwsze lata mojego rozwoju często czułam, że stoję w miejscu. Szczególnie kiedy targały mną silne emocje. Na pewno od samego początku miałam efekty, ale ich nie dostrzegałam, albo nie doceniałam, bo chciałam więcej, lepiej, mocniej. Chciałam już teraz mieć dobrą pracę, wspaniały związek, cudownych przyjaciół i co najważniejsze niczym niezmącone dobre samopoczucie. Kiedy się tego nie posiadało, trudno było poczuć, że to co jest wystarczy, a to co już udało mi się przerobić znaczy wiele dla mojego rozwoju. Tak, każdy mały krok w Twoim rozwoju znaczy wiele. Nie musisz spełniać swojego życiowego celu, żeby to czuć. Jeśli masz ten cel osiągnąć, zrobisz to na pewno w swoim czasie. Jednak trudno Ci będzie to zrobić z poziomu wiecznego niezadowolenia z siebie i swoich własnych, cennych osiągnięć.

Każde uczucie, każde uświadomienie, każda pozytywna myśl, każda chwila, w której udało Ci się opanować swoje emocje – to są rzeczy, które budują Twój sukces.

Dopiero z upływem lat zaczęłam doceniać moje przeszłe przełomy, moje sukcesy. Po czasie poczułam wdzięczność do siebie, że przeszłam przez to wszystko, że dałam radę, bo przecież wcale nie musiałam. Teraz już wiem, że z nowym podejściem jest dużo lżej i szybciej. Mniej jest walki z samą sobą. Więcej pewności w tym, czego chcę od siebie i swojego życia.

Sama musiałam zrezygnować z wizji, że moje życie musi być pełne wrażeń i dążenia do wiecznego spełnienia konkretnych celów. Musiałam otworzyć się na przestrzeń, w której poczułam, że moje życie jest po to, aby sprawiać mi przyjemność, niezależnie od tego ile mam, ile posiadam i co osiągnęłam. Kiedy to zrozumiałam, wcale nie stanęłam w miejscu. Zrobiło się miejsce na prawdziwe niespodzianki i pozwoliłam, aby Bóg mnie zaskakiwał. Wtedy życie zaczęło mi służyć, bo sama wiedziałam czego od niego oczekuję. Nie było to pozbycie się wszystkich swoich obciążeń za dotknięciem magicznej różdżki. Ani spełnienie kolejnego ważnego i wielkiego celu. Moje życie jest po to, abym mogła się rozwijać i cieszyć, z każdego drobnego kroku, który podjęłam. I dzięki temu podejściu, na moim zadowoleniu, mogę przyciągać sobie jeszcze więcej kolejnych powodów do zadowolenia.

Emocje, które ostatnio ze mnie wyszły i z którymi się zmierzyłam nie zniszczyły mojego życia, ani nawet dnia. Zestresowałam się, chwilę sobie popłakałam, coś zrozumiałam, przegadałam to z partnerem, a potem popracowałam w tym temacie. Nic wielkiego. Życie nadal toczy się dalej, dalej czuję się szczęśliwą osobą, dalej mam masę powodów do zadowolenia. Mogłabym sobie pluć w twarz, że jestem słaba, że jeszcze sobie z czymś nie radzę, że jeszcze coś mnie w tych tematach męczy, nawet po latach pracy nad sobą. Nie muszę mieć przerobionego tematu od każdej możliwej strony, najważniejsze, że po latach odpuszczania nie przywiązuję już tak wielkiej wagi do tego co jeszcze jest, a co nie jest odpuszczone. Interesuje mnie tylko sukces, czyli cieszę się, że mogłam pozbyć się kolejnej „warstwy” bez której czuję się jeszcze lżej, niż poprzednio. Warto zwrócić uwagę, że dla wielu ludzi „sukces” równa się tylko z osiągnięciem celu ostatecznego. A przecież wcale tak nie jest…

To dlatego mówi się o tym, że to „szczęście jest drogą” i że rozwój może być przyjemny w jego trakcie, a nie tylko w momencie oświecenia . Wszystko zależy od Waszego podejścia i spojrzenia na swoje problemy i związane z nimi przełomy – czyli Wasze sukcesy.

Pamiętaj, że nawet jeśli temat nie jest do końca uzdrowiony, to nie stoisz w miejscu. Za każdym razem kiedy działasz i próbujesz, przebijasz się przez kolejne i kolejne warstwy. Ruszasz temat na różnych etapach i poziomach własnej świadomości, po to by kiedyś, w odpowiednim czasie móc się od niego całkowicie uwolnić. Pamiętaj, że będąc lżejszym o kolejną warstwę, będzie Ci coraz łatwiej, a więc i presja na uwolnienie osłabnie. A im mniejsza presja, im mniej negatywnych emocji, tym więcej zrozumienia i przestrzeni na zmianę.

I kiedy już oczekiwana zmiana po prostu nadejdzie, być może nie zrobi na Tobie już takiego wrażenia. A jeśli zrobi, to na pewno będzie to tylko pogłębienie i dalszy ciąg Twojego dobrego samopoczucia, nie żaden przeskok ze skrajności w skrajność.

Pamiętaj o wyrozumiałości dla siebie na drodze swojego rozwoju i zanim znów się wkurzysz, że temat wraca, a Ty jesteś daleko od swojego celu, przypomnij sobie – co TAK NAPRAWDĘ jest dla Ciebie ważne. Cel, który po drodze jeszcze wiele razy może się zmienić, czy Twoje własne wsparcie i szczęście, które znajdziesz tu i teraz?