Artykuły

Obciążające oczekiwania wobec rodziców

Każdy z nas posiadał potrzebę bycia docenionym przez swoich rodziców. Czasami ta potrzeba utrzymuje się również w dorosłym życiu. Potrzebujemy ich ciepła, miłości, uwagi, wsparcia, obecności… Chcemy, aby wskazali nam odpowiednią drogę, pokazali nam co i jak mamy wybierać, jak radzić sobie w życiu. Chcemy, żeby nas ukochali i sprawili, abyśmy mogli czuć się bezpiecznie na tym, jak często się wydawało, strasznym i niesprawiedliwym świecie. Kto nie doświadczył takiego wsparcia w dzieciństwie nosi ze sobą ogromny ciężar. Ciężar złości, a pod spodem ogromnego bólu, smutku i żalu.

Nie dostawaliśmy wsparcia od rodziców z różnych powodów. Najczęściej wynikało to z braku ich wyobraźni, czy świadomości, a także sposobu wychowania przez ich własnych rodziców, od których również nie dostawali wiele. Często też doświadczaliśmy braków z powodu nałogów rodziców, choroby alkoholowej, problemów z którymi sobie zwyczajnie nie radzili. Mogłeś też doświadczyć braku z powodu samej ich nieobecności – porzucenia, kiedy byłeś jeszcze małym dzieckiem, rozwodu, czy nawet śmierci rodzica. Możesz się teraz zbuntować przeciwko temu co napiszę, ale w każdym z wymienionych wypadków nie Tobie oceniać, ani karać rodziców za to co wybrali i jak potoczyło się ich, a także Twoje życie. To przy czym się upierasz to ogromne brzemię, które nosisz na swoich barkach – brzemię obwiniania, żalu , braku wybaczenia, czasem nawet chęci dokonania zemsty za to co Cię spotkało. Pamiętaj, że to Ty dźwigasz ten ciężar, to Tobie sprawia on ból i dyskomfort. Kiedy chcesz karać innych, karzesz samego siebie ponosząc konsekwencje tkwienia w tak niskich energiach.

Najczęściej chcemy szarpać się ze sobą tak długo, dopóki nie nastąpi cudowna chwila zjednoczenia się z rodzicem – dopóki nie dostaniemy od niego wszystkiego, co nam się należy, to czego oczekiwaliśmy przez całe życie. Chciałabym, żebyś wiedział, że ta chwila… może nigdy nie nastąpić. Dlatego to bardzo ważne, aby pójść naprzód – musisz pozwolić sobie odpuścić ciągłe poszukiwania oparcia w osobach, które nie potrafiły i być może nie potrafią Ci tego dać.

Jeśli nie odpuścisz, będziesz czuł się jak dziecko we mgle – nie radząc sobie w życiu, wiecznie czekając na wsparcie, które może nigdy nie nadejść. W tym wszystkim narośnie odczucie, że jesteś na tym świecie niechciany i że nic Ci się od świata nie należy. Będziesz opierał się na swoich partnerach, uwieszał na osobach, które miałyby Ci zastąpić to, na co czekasz i czego potrzebujesz. Z takich układów tworzą się często toksyczne związki, wzajemne uzależnienia i wspólne tkwienie i wspieranie się tak naprawdę w swoich ograniczeniach. Czegokolwiek nie wyciągniesz ze swojego związku, w dalszym ciągu będziesz czuł, że czegoś Ci brakuje. Będziesz zależny od tego co inni są w stanie Tobie dać, a przecież też nie zawsze spełnią Twoje oczekiwania. Tym bardziej, że NIKT nie jest w stanie zstąpić Ci tych uczuć, które Ty powinieneś wzbudzić i poczuć sam w sobie.

Pora więc pójść do przodu. Wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Ty możesz i jesteś w stanie dać sobie wszystko to, czego Ci brakuje. Możesz również wybaczyć i pozwolić odejść przeszłości.

Każda relacja, aby była w końcu uzdrowiona zmierza do finalnego uczucia miłości. Niestety nie zawsze oznacza to zgodę obu stron na jej doświadczanie i z tym musisz się pogodzić. Na szczęście kiedy już poczujesz Miłość w sercu, kiedy przebaczysz i odpuścisz, zrozumiesz, że zrobi się również miejsce i szacunek do intencji i decyzji tej drugiej osoby. Zrozumiesz, że jej wybory to też jest część jej drogi i ona ma prawo taką drogą kroczyć. I tylko ona może zmienić jej kierunek, jeśli zechce, jeśli tylko się na to otworzy.

Miłość to przestrzeń w sercu – dla siebie i dla innych. Jeśli chcesz ją czuć i obdarowywać nią ludzi, musisz być świadomy tej przestrzeni. To oczywiście nie oznacza, że kiedy odpuszczasz już Ci nie zależy na relacji. To znaczy, że wyszedłeś poza zobowiązania, które sobie założyłeś – to znaczy, że w końcu tam w środku – uznałeś, pokochałeś, zaakceptowałeś to co jest, bez potrzeby zmieniania innych, ani rzeczywistości na siłę. I tylko z taką zgodą w swoim sercu będziesz czuł wolność od bólu i wszelkich zobowiązań. Jesteś w stanie zapewnić sobie wszystko to, co potrzebujesz, a inni mogą korzystać, jeśli tylko przyjdzie im na to wola i chęć.

Uwolnij więc swój ból. Poczuj go, przeżyj, po to byś mógł go zrozumieć i odpuścić. Niech w tym miejscu wyrastają uczucia, które wypełnią po brzegi wszystkie Twoje braki w miłości, czułości i bezpieczeństwie.

Tak, możesz być całkowicie bezpieczny na tym świecie. Możesz świetnie sobie w nim radzić i korzystać z jego i swoich własnych możliwości. Nie skupiaj się na tym czego Ci brakuje, z czym sobie jeszcze nie radzisz, czego nie nauczyli Cię Twoi rodzice. Skoncentruj się na tym, co już potrafisz, co już czujesz, czego już się nauczyłeś i jakim dziś jesteś człowiekiem. I ukochaj siebie takiego jaki jesteś, bez względu na wszystko. Masz do tego prawo. Zasługujesz na to, aby dać sobie całą Miłość jaką tylko jesteś w stanie w sobie poczuć. To dużo więcej niż uczucia wyszarpywane z kogoś na siłę. To dużo więcej, niż oczekiwanie na pomoc kogoś innego. Nawet jeśli tymi osobami są Twoi rodzice – oni mogą nie chcieć, bądź nie potrafić Ci tego dać. Ale Ty możesz to zrobić za nich. I niezależnie od ich wyborów Ty możesz poczuć się kochany. Nawet jeśli jawnie Cię nie akceptują, pomiatają Tobą, czy nie traktują poważnie. Możesz im to wybaczyć i pójść drogą uczuć, które Cię wspierają, a nie ograniczają i ciągną w dół.

Ja przez długi czas nosiłam w sobie gniew do swojego ojca. Czułam całą sobą, ze go nienawidzę. Stłumiłam w sobie całe pokłady ciężkich emocji, które wylewały się ze mnie przy każdej trudnej sytuacji. Nie dało się od nich uciec, one tam cały czas były i gniły od środka. Niby czułam, że kocham mojego ojca, no bo – „rodziców przecież trzeba kochać i szanować”. Jednak w napływie emocji i żalu do niego za to co mi „zgotował” w dzieciństwie, nie byłam w stanie jednoznacznie odpowiedzieć sobie na pytanie, co ja tak naprawdę do niego czuję.

Żal, gniew, smutek, strach, wstyd, nienawiść, niesamowite wkurzenie i jeszcze raz żal. Razem tworzyło to niezłą mieszankę wybuchową, która przejawiała się jako jeden wielki ból emocjonalny. Przerabiałam różne sytuacje z dzieciństwa w sesjach, ćwiczeniach, czy rozmowach. I im mniej było we mnie tych emocji, im bardziej puszczały stare żale i krzywdy, tym więcej przestrzeni robiło się na to, abym w końcu mogła zająć się… Sobą. Zrozumiałam, że miłość do siebie to klucz do wszystkiego. I w pewnym momencie stało się to dla mnie największym priorytetem.

I wiecie co? Z perspektywy czasu widzę, że pełne przebaczenie mojemu ojcu nie przyszło, dopóki sama nie zaczęłam kochać siebie. Dziś, nawet jeśli przypomni mi się jeszcze jakaś nieprzyjemna chwila z dzieciństwa, jeśli poczuję jakieś emocje, żal do niego, czy ból spowodowany jego decyzjami… wiem, że to TYLKO emocje. I nie jestem w stanie realnie poczuć, ani nawet pomyśleć, że go nie kocham. Bo kocham mojego tatę całym sercem. Mimo wszystko. I mówię Wam to całkowicie szczerze. Doceniam każdą chwilę mojego dzieciństwa spędzoną z nim kiedy był trzeźwy. Doceniam każdy czas spędzony razem. Doceniam jego dobre cechy i dobre serce.

Pamiętam wiele pozytywnych, radosnych chwil jakie z nim spędzałam i za które jestem mu wdzięczna. Wspólne granie w gry telewizyjne i planszowe, w bierki i karty. Wspólne ubieranie choinki w święta, żartowanie, spacery z psem, wyprawy rowerem na śliwki i jabłka. Pamiętam jak zbudował dla mnie i dla siostry drewniany domek dla lalek. Jak pomagał mi w pracach na technikę i w sumie… robił wszystko to, o co go poprosiłam. Mimo, że pił i nie panował nad sobą, były sytuacje w których mogłam na niego liczyć, choć chyba nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. Jestem mu wdzięczna za to jak nauczył mnie jeździć na rowerze, jak starał się mnie w tym wspierać tak jak potrafił.

Z poziomu nieuzdrowionych emocji pamiętałam głównie tylko krzyki, agresję i zapach alkoholu. Ale on był dla mnie kimś więcej niż jego problemy, kimś więcej niż te emocje, które wtedy przeżyłam. I pozwoliłam sobie to poczuć. Tą bezgraniczną miłość do niego i zrozumienie dla jego decyzji (kiedy już pozbyłam się tęsknoty i żalu za to, że tych miłych chwil mogło być więcej, a nie było). W pewnym momencie nadchodzi największe uwolnienie i przebaczenie, pogodzenie, a potem nawet pożegnanie się z przeszłością.

Nie wyszarpuj więc od rodziców, nie walcz o swoje jeśli nie ma na to miejsca, nie czekaj w nieskończoność na cud. Sam sięgnij po to czego Ci brakuje. Dostrajaj się do świadomości i uczucia, że masz to czego potrzebujesz. Zacznij od poczucia, że na to zasługujesz, a kiedy to poczujesz, pozwól sobie poczuć, że to w Tobie jest i że już teraz tego doświadczasz. Jesteś w stanie uwolnić się od demonów przeszłości, jeśli postawisz w tym wszystkim na siebie, na miłość i wsparcie których całe życie tak bardzo Ci brakowało. Możesz sobie to dać, wierz mi. Każdy może, jeśli naprawdę chce po to sięgnąć. Z kolei zjednoczenie z rodzicami, którego tak potrzebujesz – jeśli nie w życiu, zawsze może dokonać się na poziomie uczuć. Bez względu na decyzje rodziców, bez względu na czas, brak kontaktu i wszystkie inne okoliczności. Możecie się spotkać i pokochać w Twoim otwartym sercu.