Artykuły

Łańcuch hierarchiczny – kto lepszy, kto gorszy?

Kiedy umniejszasz w swojej głowie inne osoby wynika to zazwyczaj z potrzeby kontroli. Skrupulatnej kontroli sytuacji, w której Ty musisz poczuć się panem i w której zwyczajnie pragniesz czuć się bezpiecznie. Stawiasz więc siebie i innych w konkretnych rolach, tak, aby każdy znał swoje miejsce i abyś Ty mógł odetchnąć z ulgą. Jednak nie na długo.

Kiedy stawiamy siebie ponad innymi robimy to zazwyczaj z dwóch powodów. Po pierwsze – chcemy się dowartościować, po drugie – chcemy usprawiedliwić wszystkie swoje skrzywienia, wady i problemy. W jaki sposób i po co?

W pierwszym przypadku szukamy sobie kogoś kto świetnie odgrywa rolę ofiary. Obserwując ją łatwo nam poczuć się lepszym od niej, gdyż za wiele (przynajmniej według naszych wyobrażeń) nie ma do zaoferowania. Czujesz się wtedy bardziej wartościowy, bo porównując się z taką osobą wydaje Ci się, że jesteś od niej dużo wspanialszy i to przynosi Ci pewnego rodzaju ulgę.

Porównujemy się w wielu kategoriach naszego przejawiania się i tego jak radzimy sobie w świecie. Porównujemy takie aspekty jak zarobki, pracę, związki, wygląd fizyczny, czy to jak się przejawiamy na poziomie duchowym i na jakim jesteśmy etapie. W teorii wszystko możemy porównać ze sobą, zawsze będzie to jednak zakrzywiony obraz naszego widzenia siebie i innych, a to dlatego, że w rzeczywistości pewne rzeczy są zwyczajnie nieporównywalne. Choć pozornie często tak nam się wydaje…

Przykładowo – to ile zarabiasz jest zależne od wypadkowej wszystkich Twoich intencji jakie masz w stosunku do: pieniądza, ludzi, pracy jaką wykonujesz, swoich umiejętności, stosunku do siebie i wielu, wielu innych złożonych czynników, których nie sposób wymienić w jednym krótkim zdaniu. U każdego wygląda to tak naprawdę inaczej. Jedni dochodzą do czegoś szybciej, inni wolniej. Jedni mają łatwiej w jakimś temacie, ale za to trudniej w innym i muszą nad nim jeszcze popracować. Tak naprawdę nie da się całkowicie porównać jakości swojego życia z jakością życia innych ludzi, niezależnie od tego czy widzimy ich niepowodzenia, czy sukcesy w różnych dziedzinach, czy też nie.

Ocenianie ludzi na podstawie tego co o nich wiesz i ocenianie siebie w stosunku do tych ludzi na bazie Twoich własnych, uwierających słabości nie jest w stanie oddać obrazu rzeczywistego, ani informacji o tym, kto w takiej sytuacji jest „lepszy” a kto „gorszy”. Nie mówiąc już o sednie – czyli o naszej wyjątkowości, bo przecież KAŻDY z nas jest na swój sposób wyjątkowy. Możesz zaprzeczać, ale tak jest. Tak – i Twój największy rywal, czy tego chcesz czy nie, również jest wyjątkowy. Wyjątkowość każdego z nas to unikalność, a tej nie da się do siebie porównać. Każde z nas mimo pozornych podobieństw przejawia się na swój WŁASNY sposób. Czujesz siebie i przejawiasz się jak żadna inna osoba na świecie. Sam przecież wiesz o tym, że żadna osoba, nawet ta najbliższa, która myśli i czuje bardzo podobnie do Ciebie nie może się po prostu stać Tobą. Nie może – bo Ty jesteś jedyny.

JAK więc w całym tym ogromie różnorodności porównywać się do siebie nawzajem?

Drugi przypadek to usprawiedliwianie. Zaczynając od początku –
kiedy czujemy się ze sobą bardzo źle, szukamy sobie osób, które „pomogą” nam poczuć się ze sobą lepiej. Aby to robić musimy zasilać swoją uwagą i myślami przestrzeń osoby od której chcemy poczuć się lepsi. Nazywając to po imieniu żerujemy na cudzym nieszczęściu. Widząc, że komuś się nie powodzi czerpiemy satysfakcję z tego, że nam idzie lepiej, bo innym (znów wobec naszego punktu widzenia, bo tak wcale nie musi być) idzie gorzej. A nawet jeśli faktycznie komuś się nie powodzi, nie zmienia to faktu, że to bardzo smutny powód do satysfakcji…

„To przecież chore i zwyrodniałe!” – tak na pewno podpowiada niejeden umysł. Jednak wbrew pozorom wielu ludzi boryka się z tego typu problemami i zjawisko to jest uwierzcie mi w relacjach międzyludzkich bardzo powszechne. Świadomie, czy podświadomie czujemy się winni, że posuwamy się do TAKICH złych myśli. Wiemy o tym, że to straszne, bo potrafimy komuś źle zażyczyć i cieszyć się cudzym nieszczęściem. Jednocześnie nie chcemy z tego rezygnować, bo daje nam to jakieś „korzyści”, chociażby sztuczne poczucie własnej wartości. Żeby więc wyprzeć z własnej świadomości jaką głupotę popełniamy znów szukamy kozła ofiarnego na którego przerzucimy całe to bolesne poczucie winy. W tym celu znów uwieszamy się na słabszej od siebie osobie – „ale on się na mnie nakręca!”, „ten to jest głupi i bez serca!”, „nie ma życia”, „pewnie nic nie robi, tylko siedzi i źle mi życzy”, „ale mi zazdrości”, „widać jakie ma kompleksy”.

Dla przykładu – wyobraźmy sobie dziewczynę, która ma hejta na swoją byłą przyjaciółkę. Nie mówi NIC o sobie tylko o tym, jaka jej przyjaciółka jest fałszywa. Opisuje jak siedzi i jakie rzuca w nią klątwy, bo czegoś jej zazdrości – osiągnięć, faceta, urody, czegokolwiek. Może już kiedyś czuliście się tak jak ona, albo znacie osobę, która właśnie tak się nakręcała?

Dziewczyna nakręcała się i to ostro, trochę to trwało, ale w końcu zrozumiała co tak właściwie robi. Przez cały czas skupiała się na wyobrażeniu, że ów przyjaciółka robi dokładnie to, czym ONA SAMA się przecież zajmuje, czyli siedzi i psioczy na nią. Wyolbrzymiała jej rzekome czyny jak tylko się dało.

Przyjaciółka mogła sobie ją teoretycznie już dawno odpuścić, ale nasza bohaterka oczywiście wie swoje, no bo z pewnością ta druga jest „zawistną, fałszywą zdzirą, która nie zamierza odpuścić”. Nie zaprzeczam, że tego typu ataki, jeśli już są, mogą być odczuwalne, ale dzieje się to tylko wtedy kiedy sami zasilamy czyjeś zainteresowanie swoim własnym zainteresowaniem. Kij ma zawsze dwa końce.

Dziewczyna zarzeka się, że po jej stronie nie ma nic, że to tylko przyjaciółka jej złorzeczy. Tłumaczy się, że to tamta ma kompleksy i problem ze sobą, a ona sama umywa rączki od całej brudnej sprawy. Szuka sposobów jakby tu ją odciąć, a że bez konfrontacji z samą sobą się nie da, to najczęściej zostaje w dalszym ciągu przy nakręcaniu się i umniejszaniu innych. A całe jej nastawienie i wrogość skierowana w kierunku byłej przyjaciółki jest tylko dowodem na to, jak bardzo nie może sobie jej odpuścić.

Dziewczyna robiła to po to, aby usprawiedliwić swoje nieczyste zachowanie. „Ona zachowuje się gorzej ode mnie, więc ze mną wcale nie jest jeszcze tak źle”. Mniejsze zło. Mi wolno, a innym nie.

Przełom byłby wtedy jeśli puściłoby u niej poczucie winy i wstyd za to co robi, by przyznała się i dopuściła do siebie świadomie w końcu tą myśl, że sama w tej relacji nie jest święta i że faktycznie mogła zasilać myślowy konflikt pomiędzy nimi.

Dziewczyna w głębi duszy wcale nie miała złych zamiarów, ona chciała tylko poczuć się bezpiecznie, obronić się, odeprzeć atak i przy okazji – nie dopuścić do siebie, że sama popełniała w tej relacji duży błąd, którego zwyczajnie się przed sobą wstydziła.

Inną bardzo ważną rzeczą było jej niskie poczucie wartości. I z tego tak naprawdę wysuwa się cały problem. Sama nie była w stanie ani zaakceptować, ani pokochać siebie. Z takiego poziomu łatwo jej było popadać w tak trudne sytuacje. Na każdym kroku próbowała się albo dowartościować, albo usprawiedliwić swoje zachowanie, aby dalej móc z jego poziomu działać. To ją jednak zżerało od środka, więc dla jej dobra najlepszym wyjściem byłoby wybaczenie wszystkim swoim rywalom, przeproszenie ich i siebie za swoje zachowanie (tak w głębi serca), a przede wszystkim wybór swojego spełnienia i szczęścia poprzez prostą i bezinteresowną miłość do siebie.

Pragnę zaznaczyć, że do tego typu zmiany trzeba oczywiście dojrzeć. Czasem nie wystarczy uświadomienie, czy zrozumienie sytuacji. Tutaj musi wydarzyć się głęboka konfrontacja z wewnętrznym bólem poczucia winy i bólem tak silnego odrzucenia samego siebie. Musisz podejść do tej swojej części z akceptacją i dużą dozą czułości i wsparcia. Inaczej będziesz się tylko szarpał ze sobą, a im dłużej to będzie trwało, tym bardziej będzie bolało.

Konsekwencje obu opisanych przypadków, które jak widzicie często występują w parze ze sobą, są natychmiastowe.

Przede wszystkim jeśli próbujemy kogokolwiek trzymać pod sobą, ZAWSZE znajdzie się ktoś kto będzie stał nad nami. I będzie nas krzywdził i umniejszał dokładnie tak jak my innych, a może nawet bardziej. Takie zranienie rodzi kolejne frustracje, które skłaniają nas do tego, aby się na kimś wyżyć, bo przecież nie chcemy czuć się wiecznie umniejszani. Tworzymy sobie swój urojony świat, w którym tym razem my stajemy się idealni (pozornie), a w którym ofiarami padają kolejne cierpiące osoby.

W ten sposób tworzy się niekończący łańcuch – pół – katów, pół -ofiar, zrzucających na siebie nawzajem ciężary swoich niepowodzeń.

Jak wyjść z tak silnych obciążeń, jak wyjść z łańcucha wzajemnie zadawanych ciosów?

Pokochać siebie. Dać sobie wszystko to, czego Ci brakuje. Dostrzec i docenić swoją unikalność. I co? Nie mam dla Was więcej rad… 

Uwolnienie się od tego typu konfliktów wymaga Twojej wewnętrznej zgody, a przede wszystkim świadomości tych zależności i konfrontacji z tym KIM TY SAM NAPRAWDĘ JESTEŚ. Kim tak naprawdę są inni.

Przy głębokim zrozumieniu i chęci zmian dalej prowadzi Cię Twoje serce, które dzięki Twojej decyzji będzie się coraz bardziej otwierać.

Tylko tyle i aż tyle.